środa, 4 kwietnia 2018

Otrate i ZanitE

      
Babcia Bogusia i dziadek Jędrek byli już od paru dni w domu. Wrócili ze swojej chaty zasypanej śniegiem i mocno przymrożonej. Mimo, że nastał wiosenny czas, wiosna jakoś nie chciała przybywać w okolice chaty. Zatrzymała się w mieście. Widać tutaj było jej bardzo dobrze. Słoneczko w mieście grzało jak szalone i zrobiło się bardzo wiosennie i wesoło. Promienie słońca coraz częściej zaczęły zaglądać do okien. Zajrzały też przez okno w babcinym domu i z ciekawością zaczęły myszkować po wszystkich pokojach. Drobinki kurzu zwabione złotymi refleksami słońca,  ruszyły w tany, ciesząc się z możliwości zabawy. Babcia Bogusia nie była zadowolona z tych harców. Załamała ręce, pokręciła głową i postanowiła zabrać się za wiosenne porządki. Niedługo miały nastać Wielkanocne Święta. Babcia starała się wysprzątać dom, zanim na dobre ziemię opanuje wiosna. Ta pora roku kojarzyła się jej z lśniącymi oknami, błyszczącymi meblami, wytrzepanymi dywanami i ogólnym porządkiem. Tak było co roku, więc dlaczego tej wiosny miało być inaczej?
Wczesnym rankiem babcia Bogusia  ruszyła do walki z nadmiarem kurzu, brudnymi oknami i pająkami przyczajonymi w różnych ciemnych miejscach mieszkania. Oczywiście najpierw wypowiedziała wojnę wszystkim oznakom brudu i zaniedbania. I jak prawdziwie dobry dowódca walczący z wrogiem, czyli dobry strateg, najpierw postanowiła sporządzić plan taktyczny całej operacji pod nazwą " Bryza". Babcia przeglądnęła całe mieszkanie, zarejestrowała każdą drobinkę kurzu, każdą brudną plamkę. Wszystko zapisała w grubym notatniku i plan sprzątania rozdzieliła na parę najbliższych dni. Oczywiście, aby plan był poprawny,  przy każdym z zajęć wskazała osobę, która powinna zrealizować przydzielone zajęcie. Prace ciężkie przydzieliła dziadkowi Jędrkowi, a także prace na wysokości, z uwagi na jego wysoki wzrost i muskulaturę. Dziadkowi przypadła również walka z pająkami. Przecież wiadomo, że dziadkowie są dzielni i nie boją się nawet najbardziej włochatych pająków. Babcia też nie bała się, ale nie chciała mieć z nimi nic do czynienia, bo napawały ją obrzydzeniem. Dziadek się ich nie brzydził. Łapał delikwenta, przytrzymywał zmiotkiem  i wynosił na łopatce na ogród, gdzie mogły sobie do woli pleść swoje sieci. 
Po paru dniach , gdy babcia  posprzątała już prawie całe mieszkanie, a dziadek powyganiał wszystkie pająki, wczesnym rankiem zadzwonił telefon.
        -- Halo, Babcia? ! Tu Jula. Mam pytanie. Czy mogłabyś dziś zostać z nami? Ja idę na rekolekcje i dziadek mógłby mnie później odebrać z kościoła, a Majka dopiero była chora. Już wyzdrowiała, ale jeszcze nie chodzi do szkoły. Mogłabyś ją trochę popilnować. Później weźmiesz ją do was. I ja tam  przyjadę! To co ? Zgadzasz się? Mama może spokojnie jechać do pracy? -- zapytała Jula.
        -- Z prawdziwą przyjemnością pobędę z wami. Pająki wygonione, warunki prawie sterylne. Jest cudnie i ciepło. Chętnie wystawię nos z domu. -- babcia uśmiechnęła się do słuchawki, chociaż wiedziała, że wnuczka jej nie widzi.
Około południa dziadek zgodnie z obietnicą pojechał po Julę, a babcia Bogusia wraz z Mają poszły na plac zabaw. Słoneczko świeciło jak szalone. Zrobiło się ciepło. Maja postanowiła cała drogę pokonać na nowym rowerku.
        -- Wiesz Babciu, nie musisz się o mnie martwić. Ja znam zasady poruszania się po ulicy. Będzie tak;-- tłumaczyła-- ja jadę i jadę chodnikiem, aż do innej uliczki, która przecina chodnik. Potem staję i patrzę w prawo i w lewo. Jak nic nie jedzie, to przejeżdżam na kolejny chodnik i tak do Orlika. To co, zgadzasz się na taki układ?
        -- Zgadzam się, ale pod warunkiem małego dodatku do umowy. Otóż ty sama nie przejeżdżasz na drugi chodnik. Czekasz na mnie, albo wracasz do mnie i razem przechodzimy na drugą stronę. -- zgodziła się babcia.
        -- To umowa stoi. Wiesz, że jestem rozsądna i znam się na zasadach poruszania po ulicy. Potem pójdziemy na Orlik i poćwiczymy kostki. Jak człowiek chce być zdrowy, to musi ćwiczyć kości. -- dodała.
        -- Chyba będziemy ćwiczyły mięśnie, które podtrzymują kości. -- sprzeciwiła się babcia.
        -- Oj babciu! A jak ćwiczysz te swoje mięśnie, to i ćwiczysz kostki. Bez tego się nie da. -- stwierdziła Maja i wsiadła na rower.
       -- Oj chyba się nie da! -- westchnęła babcia i pomyślała o swoim bolącym kolanie.
I babcia ćwiczyła mięśnie i chyba też kości, bo staw kolanowy czuła podwójnie, a wiadomo, że w stawie tym jest i kość, która nazywa się rzepka i główki dwóch innych kości.  A później przyjechał dziadek i Julia, która zaraz pobiegła pojeździć na rolkach. A potem szybko zrobiła się pora obiadu i babcia musiała wracać do domu. Gotowała  w kuchni obiad, a Maja zrobiła sobie  w dziecięcym pokoju sklep. I napisała na kratce, którą powiesiła na drzwiach "Otrate". Na drugiej stronie kartki napisała "zanitE". I babcia od razu wiedziała, że teraz sklep jest otwarty. Wprawdzie, gdy przyszła Julia od razu zauważyła, że napis powinien zostać zmieniony na "otwarte" oraz " zamknięte". Ale Jula już chodzi do czwartej klasy, a Maja ma siedem lat i jeszcze nie wszystko potrafi poprawnie napisać. Babci i dziadkowi bardzo spodobał się nowy napis widniejący na drzwiach dziecięcego pokoju. I nie mieli nic przeciw temu, że Maja powiesiła go i wisiał nawet w czasie świąt. A święta to magiczny czas pełen kolorowych pisanek i zajączków przynoszących słodycze, ale to już inna opowieść.


wtorek, 27 lutego 2018

Szalone ferie i jazda do... rygi!


          Był styczniowy wieczór. Szybko zapadł zmrok. W aksamitnej ciemności, oświetlonej zimnym światłem księżyca wielkie płatki śniegu wolno opadały na ziemię. W chacie panował lekki półmrok. W kominku wesoło trzaskał ogień i ciepłym blaskiem otulał wnętrze. Dziadek Jędrek właśnie  zdrzemnął się w swoim fotelu. Babcię wchłonął świat czytanej książki. Nagle w błogą ciszę wdarły się jakieś dźwięki.
        -- Babciu, dziadku, jesteśmy! -- Z drewnianego tarasu dochodził odgłos tupania i wesołe głosy wnuczek. Za moment drzwi otwarły się i do wnętrza wraz z powiewem zimnego powietrza wpadła Julia. Na plecach miała kolorowy plecaczek, a spod pachy zwisał jej Kłapouchy, bez którego nie potrafiła zasnąć. Za Julią człapała zaspana Maja. W ręce niosła kolorową poduszeczkę i trzy maskotki. Obie dziewczynki rzuciły się babci na szyję. A za chwilę przeniosły się do dziadka i obściskiwały go z całych sił.
      -- Gdzie rodzice? -- zapytał dziadek Jędrek, oswobodziwszy się z niedźwiedziego uścisku Mai. Ta machnęła ręką.
      -- Idą! -- powiedziała.
     -- Chciałam powiedzieć, że gramolą się. Mają strasznie dużo bagaży do zniesienia. Ciemno jest, to trudno się schodzi. Na stoku jest ślisko. Można zęby powybijać. -- wyjaśniła.
        --  Jakbyś sobie wybiła, to odpadłaby ci wizyta u dentysty. -- powiedziała Julia.
        -- Ale wybijanie zębów boli, więc to mi nic nie da. Nie opłaca mi się. -- stwierdziła Maja.
        -- No trudno, coś za coś! Albo dentysta, albo wybite zęby. Mama i tak ci nie odpuści. -- stwierdziła Julia, zdejmując plecak.
       -- Babciu, a ona nie może jeść słodyczy, dopóki nie da sobie załatać zębów. -- poinformowała. Maja od razu nadęła policzki.
        -- Nieprawda! Mogę jeść, tylko za każdym razem muszę po nich myć zęby. --  wyjaśniła obrażona na siostrę.
         -- Ale mi się chce pić! Chyba umrę z odwodnienia.  -- stwierdziła.
         -- Nie przesadzaj! Przecież całą drogę piłaś wodę. Tak szybko się nie umiera. Tak można tylko na pustyni, gdy bez przerwy świeci słońce i jest gorąco. A tu jest zimno ! --  wyjaśniła Julia.
        -- Babciu! A może tak zrobiłabyś trochę kakałka? -- zapytała Julia i dodała. -- Twoje kakałko jest pyszniutkie. Całkiem mi się komponuje ze snem.
        -- Tak, tak! Najlepiej zrób dużo, bo mi się też komponuje. -- przytaknęła Maja.
        -- A może tak od razu pójdziecie na górę do swojego pokoju. Wszystko wam przygotowałam. Możecie się rozbierać. Wypijecie kakao, coś zjecie, a później kąpiel i do łóżka. Jutro czeka was przygoda.
        -- A jaka? -- zapytała Maja --, bo jeszcze się nie zdecydowałam, czy zostaję z wami i Julką, czy wracam z rodzicami.
        -- Musisz do jutra wiedzieć, czy tydzień wytrzymasz z daleka od rodziców. Nie ma szans, aby zaraz po was przyjechali. Za dużo kilometrów. Wrócicie dopiero z nami. -- powiedział stanowczo dziadek.
        -- Jestem w rozterce! -- stwierdziła  Maja. W tym momencie w drzwiach chaty pojawił się tata, obładowany bagażami. Za nim szła mama, która też miała obie ręce zajęte pakunkami.


         -- Co to za rozterki, Majciu? -- mamę Karolinę zaciekawiła wypowiedź młodszej córki.
         -- No, wiesz, to o czym rozmawiałyśmy w drodze do chaty! -- niechętnie wyjaśniła dziewczynka.
        -- Dasz radę ! -- powiedział tata.
        -- Pewnie, że da radę! -- potwierdził dziadek.
        -- Nie byłabym taka pewna. -- Julia przypomniała sobie swój pierwszy wyjazd bez rodziców.
        -- Nie strasz Mai. Ona jest inna, niż ty. -- powiedziała mama.
        -- Jutro rodzice wyjadą, a my pojedziemy na basen, na lodowisko. A czy przywiozłyście swoje figurówki? I stroje kąpielowe? -- dopytywał dziadek.
        -- Ja przywiozłam wszystko! A czy Majka coś wzięła , to nie wiem. -- powiedziała Jula.


         -- Julka! Denerwujesz mnie. Czy ty myślisz, że ja mam pamięć, jak nasz stary dziadek?
        -- O kogo ci chodzi? Czy może mówisz o mnie? Ja nie jestem stary i pamięć mam jak starzy górale. Dobrą, tylko krótką. -- roześmiał się dziadek Jędrek.
        -- Coś ty, mój kochany dziadziusiu! Ty nie masz krótkiej pamięci. Chodzi mi raczej o dziadka Kazia.-- Maja przymilnie popatrzyła w oczy dziadzia i przytuliła buzię do jego szorstkiej brody.
          -- Kłujesz! -- zapiszczała, odskakując od fotela.
         -- To chyba na waszą cześć będę musiał się ogolić, moje królewny!


        Gdy tylko rodzice wyjechali, a dziadek skrócił brodę, zabrał dziewczynki na lodowisko. Jednak nie była to udana wyprawa, bo Maja szybko zmarzła w palce u nóg i musieli wracać, chociaż Jula ostro protestowała. Przecież chciała wypróbować swoje nowe figurówki, które znalazła pod choinką.
Jednak dziadek był nieugięty. Dziewczynki wróciły do domu bardzo zmęczone. Za to w nocy babcię zbudził niespokojny sen młodszej wnuczki. Maja jęczała i sapała. Gdy babcia ją delikatnie zbudziła , usłyszała.
        -- Babciu, brzuch mnie boli. Chyba zjadłam za dużo słodyczy. Mama pozwoliła mi zjeść lody i ciastko, a potem jeszcze jadłam cukierki. A ty na kolację zrobiłaś mi kakao. I przejadłam się słodyczami. -- poskarżyła się Maja.
        -- Wiesz Majeczko, nie warto się martwić, bo będzie dobrze.  Zaparzę ci specjalnej herbatki, którą  zwykle parzyłam swoim dzieciom, gdy objadły się. To miotełka, która wymiecie z twojego brzuszka wszystko, co szkodzi. Do jutra będzie dobrze. Wyzdrowiejesz. -- pocieszyła babcia.
I tak się stało. Wypity przez Maję rumianek spowodował torsje, a później dziewczynka lepiej się poczuła. Obok spała Jula, ale nic nie wiedziała o chorobie siostry. Taki miała twardy sen. Babcia czuwała przy łóżku Mai do chwili, aż dziewczynka spokojnie usnęła. Kolejny dzień był wspaniały, bo zaświeciło słoneczko, a śnieg na górce aż prosił się, aby zjeżdżać po nim na sankach. Ubrane cieplutko obydwie dziewczynki zjeżdżały z góry, aż pod samą bramę . A później huśtały się na plastykowej huśtawce, zwisającej z drzewa. Dziadek musiał Julię przywiązać do huśtawki specjalnymi szelkami, takie figury robiła. Dziadek bał się, aby nie spadła i nie zrobiła sobie krzywdy.
Następnego dnia cała czwórka postanowiła udać się do Leska na basen. Woda w basenie była cieplutka. Dziadek od razu poszedł do pana ratownika i pod jego okiem doskonalił sztukę pływania, a babcia Bogusia wraz z wnuczkami rozgościły się w najmniejszym basenie. W zasadzie babcia siedziała na skraju basenu i przyglądała się wnuczkom szalejącym na zjeżdżalni. Były jedynymi użytkownikami baseniku. Maja, która na ramionach miała przypięte dmuchane rękawki, co chwilę wchodziła na szczyt zjeżdżalni, przybierała różne pozy, a babcia udawała, że pstryka jej zdjęcia. Po czym dziewczynka krzyczała.
       -- Uwaga ! Oto słynna pływaczka Maja. Proszę obserwować jej niepowtarzalny zjazd do wody. Co za perfekcja drodzy państwo. -- wdzięczyła się dziewczynka.
Julia na poczatku próbowała zjeżdżąć razem z młodszą siostrą, ale po chwili zniudziła się. Patrzyła z politowaniem na Maję i w końcu skomentowała.
        -- Popatrz, jaka z niej aktorka! Ale się wygina i popisuje. Nie mogę na nią patrzeć! -- wydęła usta i wyszła z basenu.
        -- Babciu, idę na większą ślizgawkę. Jej wylot jest za twoimi plecami. Tam jest bardzo płytko.  Zobaczysz mnie, jak odwrócisz głowę. A kiedy ten dziadek skończy lekcje i będziemy mogli wszyscy normalnie pływać?  -- zapytała.
W tym momencie wrócił dziadek i cała czwórka weszła do średniego basenu.
Julia szalała w wodzie. Pływała, nurkowała i bawiła się świetnie. Maja, wyposażona w rękawki i dziadka, też pławiła się jak mała foczka, a babcia mogła skorzystać z bąbelków i biczy wodnych.
Zadowoleni, odprężeni wesoło wracali do chaty. Jeszcze zatrzymali się pod sklepem, aby dokupić bułek na kolację. I gdy dziadek poszedł na zakupy, Maja nagle zrobiła się zielona na twarzy.
        -- Babciu, ja uważam, że ona zaraz będzie rzygać. -- Powiedziała Julia, wytrącając babcię z zamyślenia.
        -- Nie mówi się rzygać, tylko wymiotować ! -- słabo zaprotestowała Maja. Babcia Bogusia szybko odpięła pasy i chwyciła za pusty plastykowy worek, który przystawiła do twarzy wnuczki. W tym momencie w wnętrza Mai wydostała się istna fontanna.
       -- Coś ty, cały basen wody wypiłaś ? -- zdziwiła się Julia.
        -- Więcej nas nie wpuszczą, jak zobaczą co się stało. -- dodała z humorem. Ale Mai nie było do śmiechu. Gdy Dziadek wrócił, sytuacja była opanowana, ale Maja do końca dnia miała zielonkawy odcień buzi. Kolejne dnie dziewczynki poświęciły na malowanie obrazków na szkle. Przygotowały prezenty dla osób, które najbardziej lubią. Chciały im przywieźć pamiątki ze swoich zimowych ferii.
Julia nawet próbowała malować na płótnie. A gdy wszystkie prace wyschły i zostały zapakowane, a dziewczynki spakowały swoje torby, Julia powiedziała.
        -- Wiesz babciu, to były piękne i szalone ferie, chociaż trochę zarzygane. A na drogę, to lepiej kup dla nas "Lokomotiw", bo nie ręczę, czy zdołamy dojechać do domu.


czwartek, 4 stycznia 2018

Szafo, szafo ubierz mnie



         Babcia Bogusia właśnie stawiała na sylwestrowym stole sałatkę, gdy usłyszała dzwonek telefonu. Postawiła miseczkę na stole i odebrała połączenie.
        -- Babciu, to ja Jula! -- usłyszała -- A wiesz, że my teraz jesteśmy na Sylwestrze i mamy takie świecące kółka. Pozawieszałyśmy w łazience i jest odjazdowo. Zaraz ci wyślę  zdjęcie, abyś widziała jaką mamy świetną dekorację. A ty i dziadek to co robicie ? -- zapytała.
       -- Jak to, co robimy? A jak myślisz, co można robić w sylwestrowy wieczór? -- Babcia odbiła  pytanie.
       -- No, jak to co można? Różnie można. Można spać, tak jak stary pradziadek, co został w domu. On to chyba ma strasznie dużo lat i chodzi spać zaraz po obiedzie. Wiesz, biedny jest, bo omija go to co najlepsze, czyli taniec, szampan, dobre jedzenie, sztuczne ognie i no jak to się nazywają te, co strasznie głośno wystrzelają, ale są na niebie cudne, jak wielkie kwiaty. No wiesz, o czym mówię?
-- zapytała Jula, ale nie czekała, aby babcia potwierdziła, że wie o czym mowa, bo jak katarynka mówiła dalej. --  Ale nie jest to dobre dla kotków i dla piesków, a nawet dla różnych innych zwierząt. Nawet takich dzikich. One nie rozumieją, że to tylko taka zabawa i myślą, że się do nich strzela i nawet niektóre uciekają z domu, a inne bardzo chorują. No, te dzikie to też uciekają ze swoich domów, tylko takich leśnych i później się włóczą, włóczą. Nie wiedzą gdzie są. I później jest dużo takich pogubionych psów, kotów, a nawet niedźwiedzi, które powinny zimą spać. I nawet małe niedźwiadki się budzą i nie chcą usnąć. Wszyscy przecież wiedzą, że dzieci przebudzone w nocy nie mogą usnąć i strasznie płaczą, a ich mamy są strasznie zdenerwowane. Taka zdenerwowana niedźwiedzia mama może być groźna. Ona bardzo boi się, czy jej dzieci się wyśpią i ona też musi być wyspana, bo czeka ją całe lato. A właśnie, babciu, czy ty wiesz, czy niedźwiedzica na wiosnę i w lecie śpi? Chodzi mi o noc. Bo jak ona taka wyspana w zimie, to może później nie śpi w ogóle.
        -- Sekundę Juleczko, bo mnie na śmierć zagadasz. Ja myślę, że niedźwiedzie na wiosnę i w lecie, a nawet jesienią troszkę sobie drzemią, gdy są senne. Ale bardzo twardo śpią jedynie zimą. Wtedy też rodzą się im małe niedźwiadki. Ale fajerwerki strasznie im przeszkadzają. Mogą je wybudzić na dobre. Ale powiedz mi, jak się bawisz i w co się ubrałaś, bo mówiłaś, że nie wiesz w co można ubrać się na sylwestrowy bal.




        -- Ale ja jestem nie na takim prawdziwym balu. Mama mojej koleżanki z klasy szła na taki bal i  chyba gdzieś wyjeżdżała. A my też wyjeżdżaliśmy, ale nie na taki oficjalny bal, a do Zuzi. Tata i mama umówili się z ciocią i wujkiem, że razem spędzimy tego Sylwestra. I do nich też przyszli znajomi z dziećmi . I jest dużo ludzi. Wiesz, oni mają taki duży dom i my tam też będziemy spać.
        -- Powiesz mi, w co się wystroiłyście z Mają? Czy jest tak jak w tej piosence, którą mi niedawno śpiewałyście" szafo, szafo ubierz mnie," ?  -- zapytała babcia Bogusia wspominając ostatnie występy wnuczek.
        -- Jest ok. Po prostu bajecznie. -- powiedziała Jula -- Majka jest na niebiesko, a ja na biało i mamy takie świecące peruki. Są świetnie sylwestrowe, tak jak i te świecące kółka w łazience, o których ci mówiłam. Zaraz ci wyślę zdjęcie, to na własne oczy zobaczysz. To pa!
Julia rozłączyła się, a babcia wróciła do ustawiania talerzy. Popatrzyła na gości, chwilę pomyślała i poszła do garderoby. Przypomniała sobie wesołą piosenkę wnuczek o dylematach małych kobietek dotyczących braku odpowiedniego stroju. Pomyślała sobie , że i u niej Sylwester może być kolorowy, wesoły. Nie jest ważne, kto ile ma lat, tylko jak podchodzi do życia. Babcia zdecydowanie do życia podchodziła radośnie.



 Powyciągała więc piękne karnawałowe maski, kolorowe nakrycia głowy i podała dziadkowi Jędrkowi i znajomej, z którą spędzali ten wieczór.  Od razu zrobiło się balowo i sylwestrowo. Z ekranu telewizora płynęła muzyka, transmitowana z jakiegoś koncertu sylwestrowego.

Gdy wysłała wnuczce swoje zdjęcie w karnawałowej masce, otrzymała zdjęcie wesołego dziecięcego towarzystwa w barwnych perukach. Za chwilę Julia zadzwoniła i zapytała.
       --  Dostaliście zdjęcia?
       --  Dostaliśmy, a ty moje?
       -- Fajnie wyglądacie! Nawet młodo! I wiesz, my się bawimy w łazience, a jak ktoś chce wejść i skorzystać z WC,  to musimy wychodzić i czekać. To nie jest zbytnio sprawiedliwe. A w takich toaletach , w których się czeka, to często ludzie muszą płacić za wejście. Jak byłam na wycieczce, to musiałam płacić za zrobienie siusiu. I taka pani, co wpuszczała ludzi, to zbierała kasę. Może i my będziemy zbierać kasę, bo łazienka jest teraz nasza. Jak myślisz?
        -- Myślę, że masz smykałkę do interesów, ale to nie przejdzie. I nawet wszyscy dorośli mogą się  pogniewać. To ryzykowny interes. -- stwierdziła babcia.
        -- Masz rację. To chyba zły pomysł, bo to w końcu dom cioci. Nieładnie brać kasę za nieswoje WC. Ale kółka są zarombiste, tak jak i Wasze maski. I szczęśliwego Sylwestra! Pa.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Małe grudniowe tęsknoty.

        -- Halo! Babciu, a Tata zrobił mi zdjęcie z wielkim sssmmm. -- Babcia Bogusia usłyszała w słuchawce telefonu niewyraźny  głos młodszej wnuczki.
        -- Halo! Dzień dobry Majeczko! A co to ten sssmmm? -- zapytała.
        --  No, dzień dobry! -- powiedziała szybko Maja -- Jak to nie wiesz co to jest s-o-p-e-l? -- tym razem wyraz wymówiła powoli i starannie.
        -- Wiem , co to jest sopel, ale nie wiem, co to sssmmm!
        -- Oj babciu! Jesteś strasznie nieuważalska, czyli taka babcia, co nie uważa. -- podsumowała.
        -- No to opowiedz mi o swoim soplu, co w nim takiego nadzwyczajnego? I gdzie on wisi? Czy to sopel pod twoim noskiem? -- zaśmiała się babcia.
        -- Babciu, czy ty mnie robisz w balona? -- dopytywała się Maja, nie wiedząc, czy się obrazić, czy raczej roześmiać.
        -- Ja tylko się dopytuję. Zanim dostanę zdjęcie, chcę wiedzieć, czego mam się spodziewać. Wolę być przygotowana, bo mogę się wystraszyć.
        -- To już się nie bój, bo to tylko wielki zamrożony sopel wody. Odpadł z dachu.  W zasadzie tata go strącił, bo był niebezpieczny, gdy tak wisiał. Przecież mógł komuś spaść na głowę. Jakby przechodziło tamtędy małe dziecko, albo jakiś piesek, albo kot. A tak, to mam go w rękach i już nikomu nie da niebezpieczeństwa. To cześć, daję ci Julkę! -- skończyła szybko swoją tyradę Maja.
        -- Cześć babciu! Ta Majka, to jest dziwna. Staje się strasznie ważna. Ma taki śmieszny wielki sopel i zdaje się jej, że ma nie wiadomo co. Nawet mi go nie chciała dać potrzymać. Już poleciała z nim na dwór. A jak się mądrzy!  -- westchnęła Jula.
        -- Babciu, a co u kotków? -- dopytywała.
        -- To ja powinnam zapytać, czy jesteś przygotowana na ich przyjazd. Czy wiesz, co jest potrzebne takiemu małemu kotkowi? -- odbiła piłeczkę babcia.
        -- Nie wiem, ale się dowiem. A wiesz, że byłam z mamą na przedświątecznym kiermaszu i zbierałam pieniądze na swoją szkołę? Zachęcałam ludzi, aby kupowali ciasta i ciastka i kawę i herbatę. Miałam sama pięćdziesiąt złotych utargu. -- pochwaliła się Jula.
        --  To bardzo ładnie, a nie zmarzłaś? -- dopytywała babcia.
        -- No coś ty! Było mi całkiem ciepło, bo byłam dobrze ubrana. Mama mówi, że na cebulkę. Ona też była na cebulkę, ale bardziej zmarzła. Bo ona jest starsza i już nie ma takiego dobrego krążenia.
Babciu, a co to krążenie? Czy to znaczy, że ja dobrze krążyłam koło straganu, a mama to tylko stała i czekała i rozmawiała z innymi paniami. -- dopytywała Jula.
        -- Jak się tak dobrze zastanowić, to to krążenie, o którym mówisz jest związane z ruchem.
-- zamyśliła się babcia. -- To wprawdzie chodzi o szybki ruch krwi w żyłach, ale jeśli ktoś szybko się rusza, to i krew szybciej płynie w żyłach. Dzieci nie mają z tym problemu, a dorośli czasem tak. Chociaż nie zawsze jest tak, że ktoś, kto zażywa dużo ruchu ma świetne krążenie krwi i odwrotnie. Popatrz, twoja mama jest bardzo aktywna, czyli uprawia sport i nie zawsze ma dobre krążenie, bo często jest jej zimno,
        -- No właśnie! Majka mniej się rusza, niż ja, a ciągle jest jej ciepło. Ona musi mieć super extra  to krążenie. Babciu, a kiedy wracacie z kotami, bo już nie mogę się doczekać. Ja za nimi tęsknię. Za wami też. Nie muszę mieć innych prezentów, tylko kotka. Wszystko mu przygotuję i będę o niego dbała. A o taty kota też będę dbała. On musi u nas podrosnąć, zanim tata go weźmie do swojej pracy.
        -- No to za kim ty tęsknisz? Za nami, czy kotami?  -- śmiała się babcia.
        -- No za... wszystkimi! Już chciałbym aby były święta i choinka i dużo prezentów... -- rozmarzyła się Julia.
       -- Ja też chciałabym już spotkać się z Wami, bo bardzo za wami tęsknię. -- powiedziała babcia Bogusia i wytarła chusteczką wilgotne oczy.
Z tarasu dochodziły dziwne  stukoty. To hałasowały łaciate kotki. Ich czarna

mama siedziała obok i z pobłażaniem patrzyła na harce.

czwartek, 16 listopada 2017

Sobotni salon urody

         -- Halo ! Czy to babcia? -- babcia Bogusia usłyszała w  słuchawce głos swojej wnuczki. 
         -- Tak, czy to ty Juleńko?
        -- Oczywiście, że ja, bo niby kto? Przecież Majka jest jeszcze u babci Jadzi. No, chyba wiesz o tym, że Majka chodzi do pierwszej klasy i babcia odbiera ją ze szkoły. Ja chodzę sama. Przecież już jestem w czwartej klasie. Chyba o tym pamiętasz. Chyba jeszcze nie masz tej, no, skleriozy.
        -- Chyba nie mam, ale myślę, że chodziło ci o sklerozę. Myślę, że nie mam, ale kto to wie. Podobno ludzie, którzy mają sklerozę, nie pamiętają o tym, że ją mają, bo to taka choroba. Ale chyba przez telefon nie chciałaś ze mną rozmawiać o sklerozie. -- skwitowała babcia .Julia roześmiała się.
       -- Nie chciałam, ale jakoś tak wyszło. Ja chciałam zapytać, czy aktualne jest nasze spanie u ciebie i dziadka. No, wiesz, w tę sobotę. Mama ci chyba mówiła? -- upewniała się Jula.
        -- Oczywiście, że jest aktualne.
        -- I bawimy się w salon kosmetyczny? Bo jeśli nie chcesz, to możemy znowu bawić się w sklep, ale to już jest chyba nudne? -- dopytywała  się wnuczka.
        -- Ja myślę, że warto sobie zrobić odmianę. Już chyba przez dwa lata bawimy się w sklep. Każdy by się znudził, bez względu na to jaki to sklep. Już nie mam ochoty kupować i reklamować butów. To samo ze spożywką. Mam dość tego w realnym życiu. -- stwierdziła babcia.
        -- To git! Powiem Majce, że bawię się z tobą w sklep. -- szybko powiedziała Julia i już chciała się rozłączyć, gdy usłyszała.
         -- Ale bawię się  z tobą i z Mają. To jest warunek konieczny naszej umowy.
        -- Konieczny, czyli jaki?
         -- Czyli, że bez tego ani rusz. Po prostu nie ma zabawy. Jeśli zgadzasz się na wspólną, zgodną i sprawiedliwą zabawę, to z przyjemnością zaproszę was do zabawy w salon kosmetyczny.
        -- Ale będą maseczki, malowanie paznokci i te inne ?
        -- Oczywiście. Same zdrowe maseczki, które później można sobie zjeść. Nikomu nie zaszkodzą. Nawet takim małym pięknisiom jak wy.
        -- To do soboty! Pa!

 Późnego sobotniego popołudnia drzwi mieszkania babci Bogusi otwarły się z impetem i wbiegły obie wnuczki.
         -- Babciu! A Julka rzuciła swoją kurtkę i to na podłogę!
         -- Babciu! A Majka rozrzuciła buty.
        -- Cicho sroki! -- roześmiał się dziadek. -- Panienki wrócą do drzwi, przypomną sobie co się mówi, gdy się do kogoś przychodzi i zrobią porządek ze swoimi rzeczami. -- dodał.
        -- Takich nieporządnych klientów nie przyjmujemy do salonu kosmetycznego. To luksusowy zakład.  -- zapewniła babcia. -- Szatnia jest w szafie w salonie.
Po chwili dziewczynki równo ustawiły butki i powiesiły w szafie kurtki.
        --  Gotowe !  Dzień dobry! --  krzyknęły obydwie , wbiegając do pokoju.
       -- To gdzie ten salon? -- dopytywała Julka.
       -- To gdzie te maseczki ? -- naśladowała siostrę Maja.

 -- Personel teraz ma przerwę na kawę. Właśnie ją dopija i już służy szanownym paniom. W ofercie mamy zmywanie twarzy ciepłym mlekiem, czyli tak zwane oczyszczanie twarzy. Później może być położona maseczka nawilżająca i odżywcza ze świeżego ogórka albo maseczka oczyszczająco odżywcza z płatków owsianych, mleka i miodu, a może również maseczka oczyszczająco odżywcza z płatków owsianych i świeżych owoców jagodowych. Te nakładamy jedynie na policzki. Wybór należy do szanownych pań.

     
        -- No to ja wybieram sobie tę z ogórka. -- zachichotała Maja.
        -- A ja chcę wszystkie maseczki. -- poinformowała Julia i dodała -- Ale ja będę pierwsza.
        -- To ja też chcę wszystkie i na samym początku. Julka zawsze wszystko chce pierwsza. -- oburzyła się Maja. Zanosiło się na niezłą awanturę. Babcia pomyślała, że jeśli szybko czegoś nie wymyśli, to z dobrej zabawy nic nie wyjdzie i cały wieczór zostanie zmarnowany
        -- Myślę, że pierwszy będzie dziadek, a wy zobaczycie, jak się robi maseczki, oczyszcza skórę i nakłada odżywki.  Trzeba to robić starannie i ostrożnie, aby nikomu nie zrobić krzywdy, np. wydłubać oka, czy wybić zębów. To ma być zabieg upiększający.
        -- No właśnie Julka, mamy ludziów upiększać. -- podsumowała Maja.
        -- A ty się nie mądruj ! Nie mówi się "ludziów", tylko "ludzi". -- odcięła się Julka.
        -- Cicho sroki! -- dziadek Jędrek znowu uratował sytuację. -- Ja się kładę, a wy mi robicie pełen zakres zabiegów.
        -- Babciu, to od czego zaczynamy? -- zapytała Julia. 
        -- Tu macie płatki kosmetyczne, to jest zaparzony ciepły rumianek, a tu ciepłe mleko. Zapytajcie, czym sobie klient życzy zmywać twarz. Po oczyszczeniu wstępnym zużyte płatki tutaj wyrzucamy. -- Babcia wskazała nylonowy woreczek zawieszony na grzejniku. -- Ja idę do kuchni zrobić maseczki.


        -- Babciu, a czy dziadek ma swoje zęby? -- zapytała Maja.
        -- Z całą pewnością ma jeszcze swoje. Dlaczego pytasz?
        -- No bo jedna pani mówiła babci , że nie ma swoich i na noc te sztuczne daje do szklanki. Może ona była u takiej kosmetyczki, która nie znała tych zasad , o których wcześniej mówiłaś. I może wybiła jej zęby.
       -- Dobrze, że nie wybiła jej oka! Oj, ty Majka, jaka ty jesteś jeszcze dziecinna.-- powiedziała Julia mieszając w miseczce płatki owsiane z mlekiem i miodem.
        -- No, przecież babcia sama nam o tym mówiła, że trzeba uważać, a ta pani naprawdę ma sztuczne zęby. I nie wymądrzaj się, bo sama słyszałaś o sztucznych zębach.
         -- Czy w tym salonie doczekam się profesjonalnej obsługi. -- usłyszały głos dziadka.
         -- Już biegnę proszę pana. Maże reflektuje pan na maseczkę ze świeżutkiego ogórka. Pyszniutka!  --   powiedziała Maja przegryzając plasterek ogórka.    
A później zabawa była jeszcze lepsza . Maja i Julia zostały klientkami gabinetu. Pod koniec zabawy wszyscy raczyli się resztkami pysznych maseczek.
        -- A jutro na śniadanie życzę sobie tę z miodem w dużej miseczce. -- powiedziała Maja, a Julia jej przytaknęła.
        -- Jestem zmęczona i pewnie będę spała  jak dziecko ! -- westchnęła Majka idąc do kąpieli.
       -- A może tak; będziesz spała jak niemowlę , bo przecież jesteś dzieckiem, chociaż też niezłą kosmetyczką. I ty Julu również . -- powiedział dziadek.
       -- Dzięki wam dziadek wygląda olśniewająco! -- roześmiała się babcia, patrząc na błyszczącą łysinę swojego męża.


czwartek, 19 października 2017

Ślady dziecięcych paluszków




        -- Co rysujesz? -- zapytała Maja, pachnąca babcinym płynem pod prysznic. Miał zapach czekolady, a dziewczynka bardzo ją lubiła i była zachwycona, gdy babcia Bogusia zaproponowała jej kąpiel oraz pachnące smakołykiem mydło.  -- O, widzę, że to mała Julka. I Kłapouchy, jak żywy. Tobie to dobrze. Mieszkasz sobie z małymi kotkami i nie musisz chodzić do szkoły. A ja muszę. To niesprawiedliwe! -- skrzywiła usta i wywróciła gałki oczne, ukazując białka.
        -- Maja, bo tak ci zostanie! -- napomniała młodszą siostrę Julia, która też przybliżyła się do kanapy, na której siedziała babcia z ołówkiem i blokiem rysunkowym w rękach. -- Ale Maja ma trochę racji. Masz tutaj za dobrze. Jesteś cały czas na wakacjach! A my musimy jechać wiele godzin, aby być u ciebie i dziadziusia. I kotki też możemy oglądać tylko na zdjęciu! To chyba nie jest do końca sprawiedliwe?
        --  Ale po co rysujesz mnie, jak byłam mała? To całkiem bez sensu. Przecież mam fotografie. A masz więcej tych rysunków?  A w ogóle, to chyba nie jestem na nich specjalnie podobna. Mogłabyś się bardziej postarać!
        -- Oj Julka, babcia się stara, ale nie chce jej dobrze wychodzić. Nie każdy ma wielki talent do rysowania. A może ty lepiej byś narysowała, co? Mi babci rysunki się podobają. Babciu pokaż nam co tam jeszcze narysowałaś. Widzę, że na rysunku jest Julka z Tysonem! -- skomentowała Maja.
        -- Majka, to nie Tyson, a Set. Jak byłam mała, to jeszcze Tysona nie było na świecie.
        -- No to co! Za to teraz jest. I będziemy miały małego kotka. Babciu, a jak się te kotki nazywają? One są prawie takie same. Czy ty wiesz, który jest który? A Kizia-Mizia je rozróżnia? -- dopytywała Maja.
        -- Ona musi rozróżniać swoje dzieci, bo jest ich mamą. -- odpowiedziała babcia.Wie, że córeczka to Masza, a synek Misza.
        -- Ale po czym je rozpoznaje? -- dopytywała Maja.
        -- Oj Majka, jakie z ciebie dziecko! Matki takie rzeczy wiedzą. Nasza mama też nas rozróżnia. No, może to nienajlepszy przykład,  ale mamy mają taki wewnętrzny radar. One wszystko o nas wiedzą. Nawet jak coś złego zrobimy.
        -- No tak, szczególnie, jak mamę okłamiesz. Za każdym razem mówi, że ci nos rośnie.
        -- Coś ci się pomyliło. To nie mama, a dziadek tak mówi. Mama nie mówi, ona po prostu to wie.
Babciu powiedz, jak je rozróżnić.
        -- Co chcecie do picia? Może wam zrobię kakao? Tylko nie takie rozpuszczalne, a prawdziwe.-- zapytała babcia.
        -- A rozpuszczalne nie jest prawdziwe? -- zdziwiła się Maja.
        -- Co się głupio pytasz! -- skwitowała zniesmaczona Julia. -- Jesteśmy na wsi, a na wsi  wszystko jest prawdziwe. I mleko i kakao i inne rzeczy. To jest ekologiczne jedzenie. W mieście takie jedzenie jest drogie. A tu masz je za bezcen. Ale powiedz nam babciu, jak rozróżniasz kotki.
        -- Chodźcie do drzwi i spójrzcie przez szybę. Teraz maluchy wyszły z domku na kolację. Widzicie , jakie mają uszka? Niby takie same, a jednak nie. Dziewczynka, czyli Masza ma końcówki uszu białe i jest troszeczkę jaśniejsza i drobniejsza. Chłopczyk Misza ma czarne uszka i większy łepek. Jest też troszkę grubszy, bo ma większy apetyt.
        -- Babciu, ale Masza mniej się nas boi i jest bardziej ciekawska. -- powiedziała Julia.
        -- A za to Misza ma więcej siły! -- pochwaliła drugiego kociaka Maja. -- Wiesz co? Chłopczyki są grubsze i silniejse. Zupełnie jak nasz tata.
        -- Bo mamy dbają o wizerunek. Nasza mama chodzi na fitness i mówi, że ją to relaksuje! -- powiedziała Julia. -- Jak będę duża, to też będę dbała i będę ćwiczyła, a nie wylegiwała się na kanapie.  
        -- Ja też będę dbała! -- powiedziała Maja i dodała.-- Julka, no co się tak głupio patrzysz?
        -- Ty? -- zapytała złośliwie Julia.
       -- Kobieto! Ty nic z tego nie rozumiesz! -- stwierdziła Maja, podsumowując wywody siostry.
       -- Czego ja niby nie rozumiem? -- zapytała Julia.
       -- No choćby tej ekologii i fitnessu. Przecież babcia mieszka na wsi, a kupuje wszystko w sklepie w mieście i nie ma krowy z mlekiem. A dziadek nie jest kobietą i dba o fitness, bo jeździ na rowerze.
-- powiedziała Maja, pijąc ciepłe kakao i przytulając mokre usta do szyby. Niżej widniały już liczne  ślady małych paluszków.  Na dolnej części szyby, nad drewnianą listwą widniały równie brudne ślady kocich łapek i mokrych kocich nosków.



czwartek, 5 października 2017

Takie jest życie młoda!

         -- Juleczko, może już zostawiłabyś  swój telefon i poszła na słoneczko? -- zapytała babcia Bogusia, przyglądając się wnuczce, zajętej śledzeniem ekranu telefonu.
        -- Babciu, jeszcze tylko piętnaście minut. -- Jula niechętnie oderwała wzrok od ekranu i błagalnym gestem złożyła dłonie.
        -- Plis! A Kajtek to może grać. -- powiedziała z pretensją w głosie.
        -- A ile dzisiaj siedziałaś ze wzrokiem wlepionym w ekran? Widziałam, że przed śniadanie  prawie pół godziny i teraz już prawie od godziny ślipisz nad ekranem. -- Babcia była niewzruszona.
        -- A na ile umawiałyśmy się w ciągu dnia? -- zapytała -- Pamiętasz?
        -- Oj babciu, ale ty jesteś! -- marudziła Jula nie odrywając wzroku od gry. -- No dobrze, na godzinę! Już wyczerpałam limit.
         -- Jestem , jestem, a gdzie miałabym być. A wracając do Kajtka, to on też ma limit na telefon i komputer, ale tego pilnuje ciocia, a ja pilnuję ciebie, bo do mnie przyjechałaś na wakacje i twoi rodzice powierzyli mi ciebie. Nie chcę oddawać im mojej kochanej wnuczki w stanie gorszym, niż w czasie przyjazdu, a mam nadzieje, że twój stan w czasie powrotu do domu będzie o niebo lepszy.
        -- A może tak trochę odmieniłabyś sobie miejsce pobytu i pojechała z nami do miasta na zakupy? -- zapytała babcia Bogusia.
        --  A Kajtek też jedzie? -- dopytywała Jula.
        -- Kajtek jedzie z ciocią . Dobrze wam zrobi izolacja, przynajmniej na czas pobytu w mieście. Widzę, że ostatnio działacie sobie na nerwy. Pewnie na zasadzie" kto się czubi, ten się lubi".
        --  Ale do " Słodkiego domku" pojedziemy na lody? Dla mnie trzy gałki! -- zaznaczyła Jula.
        -- Pewnie, że pojedziemy. Ja sobie wezmę koktajl jagodowy, a dziadek kremówkę. I będziesz mogła hustać się i  pozjeżdżać ze ślizgawek. Muszę dbać o twoje dobre samopoczucie.
W końcu chciałabym, abyś chętnie przyjeżdżała do nas na wakacje.
        -- Babciu, a mogę dać Kizi-Mizi trochę mleczka? Czy ona już jadła śniadanko? -- zapytała Julia.
        -- A zobacz, która  jest godzina. -- do rozmowy włączyła się ciocia Stella. -- Jakby Kizia - Mizia miała czekać, aż ty albo Kajtek zdecydujecie się na nakarmienie kotki, to zmarłaby z głodu.
Wczesnym rankiem razem z Kornelkiem nakarmiliśmy biedaczkę. I ładnie nam podziękowała, bo dała się Kornelkowi pogłaskać. Jak ktoś ma zwierzątko, to powinien dbać o nie.
        -- A ja dbam o Tysona. Czasem daję mu wodę, a czasem sypię mu do miski jedzenie. A Maja to nie zawsze dba. Jak mama jej powiedziała, żeby nasypała mu karmy, to ona tego nie zrobiła. Jak mama zapytała dlaczego i, że to nieładnie , to stanęła w drzwiach i powiedziała do mamy; " takie jest życie młoda"! Wiesz, ona to ma takie głupie teksty. I nie wiem, skąd je bierze. Pewnie z podsłuchiwania dorosłych.

         -- Babciu, a jak Kizia-Mizia będzie miała małe dzieci, to dasz mi jednego? -- Zapytała Jula i dodała.  -- Wiesz, może być pod choinkę. Możesz mi dać w takim dużym pudełku z dziurkami i kokardą. Przypniesz karteczkę" Jula". Ja otworzę, a z pudełka wyskoczy kotek. Ale będzie fajnie.
        -- Kochanie, bardzo chętnie bym ci zrobiła taki prezent, ale rodzice mogą być z tego bardzo niezadowoleni. I co wtedy? Przecież nie można takiego nietrafionego prezentu wyrzucić. Nad decyzją opieki nad każdym zwierzątkiem trzeba się bardzo dobrze zastanowić, bo staje się ono  członkiem rodziny. Trzeba wiedzieć, że to duży obowiązek i nie można z niego zrezygnować, jak nam się znudzi, albo stanie się niewygodny. I nie można mu później powiedzieć" takie jest życie młoda".

         -- No to kiedy jedziemy na lody? -- zapytała Jula.
        -- Myślę, że jak dziadek skosi trawnik. Musi to zrobić zanim będzie bardzo gorąco. Teraz możesz z pójść do Kornelka. Jest z ciocią za domem.
Jula tylko na to czekała, bo bardzo lubiła bawić się z najmłodszym kuzynem. Za chwilę położyła się na kocu obok chłopczyka i coś mu tłumaczyła.
        -- Wiesz, dziadku -- powiedziała Jula do dziadka Jędrka w czasie jazdy na zakupy -- pochwaliłam Kornelka, że dobry z niego opiekun kotki. Bardzo ładnie dba o Kizię- Mizię. Daje jesj śniadanko i delikatnie ją głaszcze. Wytłumaczyłam mu, że kotka nie można straszyć, bo będzie się jąkał. Bo u nas w klasie jest jeden kolega, co się jąka i powiedział nam, że kiedyś ktoś go bardzo wystraszył i od tego czasu się jąka. A w jaki sposób kotek może się jąkać? Czy on się jaka, kiedy mruczy? Czy jąka się jak miałczy? Podsłuchiwałam Kizię- Mizię, ale nie słyszałam, aby się jakała. Może nikt jej nie wystraszył. -- Julia zamyśliła się.
        -- Mam nadzieję, że tak już zostanie i nie będziesz sprawdzała, czy kot zacznie się jąkać, jak zostanie wystraszony. -- uśmiechnął się dziadek nad kierownicą.
        -- Julia wie, co to znaczy dobrze opiekować się zwierzątkiem. -- zapewniła dziadka Jędrka babcia Bogusia i puściła do niego oko.
 A dzień minął Julii bardzo szybko. Była na zakupach, na lodach i na plaży. A wieczorem dowiedziała się, kto wypija mleczko Kizi -Mizi. A później zadzwoniła do niej Maja i opowiedziała o zakupie tornistra, bo Maja po wakacjach też będzie chodziła do szkoły.