czwartek, 4 stycznia 2018

Szafo, szafo ubierz mnie



         Babcia Bogusia właśnie stawiała na sylwestrowym stole sałatkę, gdy usłyszała dzwonek telefonu. Postawiła miseczkę na stole i odebrała połączenie.
        -- Babciu, to ja Jula! -- usłyszała -- A wiesz, że my teraz jesteśmy na Sylwestrze i mamy takie świecące kółka. Pozawieszałyśmy w łazience i jest odjazdowo. Zaraz ci wyślę  zdjęcie, abyś widziała jaką mamy świetną dekorację. A ty i dziadek to co robicie ? -- zapytała.
       -- Jak to, co robimy? A jak myślisz, co można robić w sylwestrowy wieczór? -- Babcia odbiła  pytanie.
       -- No, jak to co można? Różnie można. Można spać, tak jak stary pradziadek, co został w domu. On to chyba ma strasznie dużo lat i chodzi spać zaraz po obiedzie. Wiesz, biedny jest, bo omija go to co najlepsze, czyli taniec, szampan, dobre jedzenie, sztuczne ognie i no jak to się nazywają te, co strasznie głośno wystrzelają, ale są na niebie cudne, jak wielkie kwiaty. No wiesz, o czym mówię?
-- zapytała Jula, ale nie czekała, aby babcia potwierdziła, że wie o czym mowa, bo jak katarynka mówiła dalej. --  Ale nie jest to dobre dla kotków i dla piesków, a nawet dla różnych innych zwierząt. Nawet takich dzikich. One nie rozumieją, że to tylko taka zabawa i myślą, że się do nich strzela i nawet niektóre uciekają z domu, a inne bardzo chorują. No, te dzikie to też uciekają ze swoich domów, tylko takich leśnych i później się włóczą, włóczą. Nie wiedzą gdzie są. I później jest dużo takich pogubionych psów, kotów, a nawet niedźwiedzi, które powinny zimą spać. I nawet małe niedźwiadki się budzą i nie chcą usnąć. Wszyscy przecież wiedzą, że dzieci przebudzone w nocy nie mogą usnąć i strasznie płaczą, a ich mamy są strasznie zdenerwowane. Taka zdenerwowana niedźwiedzia mama może być groźna. Ona bardzo boi się, czy jej dzieci się wyśpią i ona też musi być wyspana, bo czeka ją całe lato. A właśnie, babciu, czy ty wiesz, czy niedźwiedzica na wiosnę i w lecie śpi? Chodzi mi o noc. Bo jak ona taka wyspana w zimie, to może później nie śpi w ogóle.
        -- Sekundę Juleczko, bo mnie na śmierć zagadasz. Ja myślę, że niedźwiedzie na wiosnę i w lecie, a nawet jesienią troszkę sobie drzemią, gdy są senne. Ale bardzo twardo śpią jedynie zimą. Wtedy też rodzą się im małe niedźwiadki. Ale fajerwerki strasznie im przeszkadzają. Mogą je wybudzić na dobre. Ale powiedz mi, jak się bawisz i w co się ubrałaś, bo mówiłaś, że nie wiesz w co można ubrać się na sylwestrowy bal.




        -- Ale ja jestem nie na takim prawdziwym balu. Mama mojej koleżanki z klasy szła na taki bal i  chyba gdzieś wyjeżdżała. A my też wyjeżdżaliśmy, ale nie na taki oficjalny bal, a do Zuzi. Tata i mama umówili się z ciocią i wujkiem, że razem spędzimy tego Sylwestra. I do nich też przyszli znajomi z dziećmi . I jest dużo ludzi. Wiesz, oni mają taki duży dom i my tam też będziemy spać.
        -- Powiesz mi, w co się wystroiłyście z Mają? Czy jest tak jak w tej piosence, którą mi niedawno śpiewałyście" szafo, szafo ubierz mnie," ?  -- zapytała babcia Bogusia wspominając ostatnie występy wnuczek.
        -- Jest ok. Po prostu bajecznie. -- powiedziała Jula -- Majka jest na niebiesko, a ja na biało i mamy takie świecące peruki. Są świetnie sylwestrowe, tak jak i te świecące kółka w łazience, o których ci mówiłam. Zaraz ci wyślę zdjęcie, to na własne oczy zobaczysz. To pa!
Julia rozłączyła się, a babcia wróciła do ustawiania talerzy. Popatrzyła na gości, chwilę pomyślała i poszła do garderoby. Przypomniała sobie wesołą piosenkę wnuczek o dylematach małych kobietek dotyczących braku odpowiedniego stroju. Pomyślała sobie , że i u niej Sylwester może być kolorowy, wesoły. Nie jest ważne, kto ile ma lat, tylko jak podchodzi do życia. Babcia zdecydowanie do życia podchodziła radośnie.



 Powyciągała więc piękne karnawałowe maski, kolorowe nakrycia głowy i podała dziadkowi Jędrkowi i znajomej, z którą spędzali ten wieczór.  Od razu zrobiło się balowo i sylwestrowo. Z ekranu telewizora płynęła muzyka, transmitowana z jakiegoś koncertu sylwestrowego.

Gdy wysłała wnuczce swoje zdjęcie w karnawałowej masce, otrzymała zdjęcie wesołego dziecięcego towarzystwa w barwnych perukach. Za chwilę Julia zadzwoniła i zapytała.
       --  Dostaliście zdjęcia?
       --  Dostaliśmy, a ty moje?
       -- Fajnie wyglądacie! Nawet młodo! I wiesz, my się bawimy w łazience, a jak ktoś chce wejść i skorzystać z WC,  to musimy wychodzić i czekać. To nie jest zbytnio sprawiedliwe. A w takich toaletach , w których się czeka, to często ludzie muszą płacić za wejście. Jak byłam na wycieczce, to musiałam płacić za zrobienie siusiu. I taka pani, co wpuszczała ludzi, to zbierała kasę. Może i my będziemy zbierać kasę, bo łazienka jest teraz nasza. Jak myślisz?
        -- Myślę, że masz smykałkę do interesów, ale to nie przejdzie. I nawet wszyscy dorośli mogą się  pogniewać. To ryzykowny interes. -- stwierdziła babcia.
        -- Masz rację. To chyba zły pomysł, bo to w końcu dom cioci. Nieładnie brać kasę za nieswoje WC. Ale kółka są zarombiste, tak jak i Wasze maski. I szczęśliwego Sylwestra! Pa.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Małe grudniowe tęsknoty.

        -- Halo! Babciu, a Tata zrobił mi zdjęcie z wielkim sssmmm. -- Babcia Bogusia usłyszała w słuchawce telefonu niewyraźny  głos młodszej wnuczki.
        -- Halo! Dzień dobry Majeczko! A co to ten sssmmm? -- zapytała.
        --  No, dzień dobry! -- powiedziała szybko Maja -- Jak to nie wiesz co to jest s-o-p-e-l? -- tym razem wyraz wymówiła powoli i starannie.
        -- Wiem , co to jest sopel, ale nie wiem, co to sssmmm!
        -- Oj babciu! Jesteś strasznie nieuważalska, czyli taka babcia, co nie uważa. -- podsumowała.
        -- No to opowiedz mi o swoim soplu, co w nim takiego nadzwyczajnego? I gdzie on wisi? Czy to sopel pod twoim noskiem? -- zaśmiała się babcia.
        -- Babciu, czy ty mnie robisz w balona? -- dopytywała się Maja, nie wiedząc, czy się obrazić, czy raczej roześmiać.
        -- Ja tylko się dopytuję. Zanim dostanę zdjęcie, chcę wiedzieć, czego mam się spodziewać. Wolę być przygotowana, bo mogę się wystraszyć.
        -- To już się nie bój, bo to tylko wielki zamrożony sopel wody. Odpadł z dachu.  W zasadzie tata go strącił, bo był niebezpieczny, gdy tak wisiał. Przecież mógł komuś spaść na głowę. Jakby przechodziło tamtędy małe dziecko, albo jakiś piesek, albo kot. A tak, to mam go w rękach i już nikomu nie da niebezpieczeństwa. To cześć, daję ci Julkę! -- skończyła szybko swoją tyradę Maja.
        -- Cześć babciu! Ta Majka, to jest dziwna. Staje się strasznie ważna. Ma taki śmieszny wielki sopel i zdaje się jej, że ma nie wiadomo co. Nawet mi go nie chciała dać potrzymać. Już poleciała z nim na dwór. A jak się mądrzy!  -- westchnęła Jula.
        -- Babciu, a co u kotków? -- dopytywała.
        -- To ja powinnam zapytać, czy jesteś przygotowana na ich przyjazd. Czy wiesz, co jest potrzebne takiemu małemu kotkowi? -- odbiła piłeczkę babcia.
        -- Nie wiem, ale się dowiem. A wiesz, że byłam z mamą na przedświątecznym kiermaszu i zbierałam pieniądze na swoją szkołę? Zachęcałam ludzi, aby kupowali ciasta i ciastka i kawę i herbatę. Miałam sama pięćdziesiąt złotych utargu. -- pochwaliła się Jula.
        --  To bardzo ładnie, a nie zmarzłaś? -- dopytywała babcia.
        -- No coś ty! Było mi całkiem ciepło, bo byłam dobrze ubrana. Mama mówi, że na cebulkę. Ona też była na cebulkę, ale bardziej zmarzła. Bo ona jest starsza i już nie ma takiego dobrego krążenia.
Babciu, a co to krążenie? Czy to znaczy, że ja dobrze krążyłam koło straganu, a mama to tylko stała i czekała i rozmawiała z innymi paniami. -- dopytywała Jula.
        -- Jak się tak dobrze zastanowić, to to krążenie, o którym mówisz jest związane z ruchem.
-- zamyśliła się babcia. -- To wprawdzie chodzi o szybki ruch krwi w żyłach, ale jeśli ktoś szybko się rusza, to i krew szybciej płynie w żyłach. Dzieci nie mają z tym problemu, a dorośli czasem tak. Chociaż nie zawsze jest tak, że ktoś, kto zażywa dużo ruchu ma świetne krążenie krwi i odwrotnie. Popatrz, twoja mama jest bardzo aktywna, czyli uprawia sport i nie zawsze ma dobre krążenie, bo często jest jej zimno,
        -- No właśnie! Majka mniej się rusza, niż ja, a ciągle jest jej ciepło. Ona musi mieć super extra  to krążenie. Babciu, a kiedy wracacie z kotami, bo już nie mogę się doczekać. Ja za nimi tęsknię. Za wami też. Nie muszę mieć innych prezentów, tylko kotka. Wszystko mu przygotuję i będę o niego dbała. A o taty kota też będę dbała. On musi u nas podrosnąć, zanim tata go weźmie do swojej pracy.
        -- No to za kim ty tęsknisz? Za nami, czy kotami?  -- śmiała się babcia.
        -- No za... wszystkimi! Już chciałbym aby były święta i choinka i dużo prezentów... -- rozmarzyła się Julia.
       -- Ja też chciałabym już spotkać się z Wami, bo bardzo za wami tęsknię. -- powiedziała babcia Bogusia i wytarła chusteczką wilgotne oczy.
Z tarasu dochodziły dziwne  stukoty. To hałasowały łaciate kotki. Ich czarna

mama siedziała obok i z pobłażaniem patrzyła na harce.

czwartek, 16 listopada 2017

Sobotni salon urody

         -- Halo ! Czy to babcia? -- babcia Bogusia usłyszała w  słuchawce głos swojej wnuczki. 
         -- Tak, czy to ty Juleńko?
        -- Oczywiście, że ja, bo niby kto? Przecież Majka jest jeszcze u babci Jadzi. No, chyba wiesz o tym, że Majka chodzi do pierwszej klasy i babcia odbiera ją ze szkoły. Ja chodzę sama. Przecież już jestem w czwartej klasie. Chyba o tym pamiętasz. Chyba jeszcze nie masz tej, no, skleriozy.
        -- Chyba nie mam, ale myślę, że chodziło ci o sklerozę. Myślę, że nie mam, ale kto to wie. Podobno ludzie, którzy mają sklerozę, nie pamiętają o tym, że ją mają, bo to taka choroba. Ale chyba przez telefon nie chciałaś ze mną rozmawiać o sklerozie. -- skwitowała babcia .Julia roześmiała się.
       -- Nie chciałam, ale jakoś tak wyszło. Ja chciałam zapytać, czy aktualne jest nasze spanie u ciebie i dziadka. No, wiesz, w tę sobotę. Mama ci chyba mówiła? -- upewniała się Jula.
        -- Oczywiście, że jest aktualne.
        -- I bawimy się w salon kosmetyczny? Bo jeśli nie chcesz, to możemy znowu bawić się w sklep, ale to już jest chyba nudne? -- dopytywała  się wnuczka.
        -- Ja myślę, że warto sobie zrobić odmianę. Już chyba przez dwa lata bawimy się w sklep. Każdy by się znudził, bez względu na to jaki to sklep. Już nie mam ochoty kupować i reklamować butów. To samo ze spożywką. Mam dość tego w realnym życiu. -- stwierdziła babcia.
        -- To git! Powiem Majce, że bawię się z tobą w sklep. -- szybko powiedziała Julia i już chciała się rozłączyć, gdy usłyszała.
         -- Ale bawię się  z tobą i z Mają. To jest warunek konieczny naszej umowy.
        -- Konieczny, czyli jaki?
         -- Czyli, że bez tego ani rusz. Po prostu nie ma zabawy. Jeśli zgadzasz się na wspólną, zgodną i sprawiedliwą zabawę, to z przyjemnością zaproszę was do zabawy w salon kosmetyczny.
        -- Ale będą maseczki, malowanie paznokci i te inne ?
        -- Oczywiście. Same zdrowe maseczki, które później można sobie zjeść. Nikomu nie zaszkodzą. Nawet takim małym pięknisiom jak wy.
        -- To do soboty! Pa!

 Późnego sobotniego popołudnia drzwi mieszkania babci Bogusi otwarły się z impetem i wbiegły obie wnuczki.
         -- Babciu! A Julka rzuciła swoją kurtkę i to na podłogę!
         -- Babciu! A Majka rozrzuciła buty.
        -- Cicho sroki! -- roześmiał się dziadek. -- Panienki wrócą do drzwi, przypomną sobie co się mówi, gdy się do kogoś przychodzi i zrobią porządek ze swoimi rzeczami. -- dodał.
        -- Takich nieporządnych klientów nie przyjmujemy do salonu kosmetycznego. To luksusowy zakład.  -- zapewniła babcia. -- Szatnia jest w szafie w salonie.
Po chwili dziewczynki równo ustawiły butki i powiesiły w szafie kurtki.
        --  Gotowe !  Dzień dobry! --  krzyknęły obydwie , wbiegając do pokoju.
       -- To gdzie ten salon? -- dopytywała Julka.
       -- To gdzie te maseczki ? -- naśladowała siostrę Maja.

 -- Personel teraz ma przerwę na kawę. Właśnie ją dopija i już służy szanownym paniom. W ofercie mamy zmywanie twarzy ciepłym mlekiem, czyli tak zwane oczyszczanie twarzy. Później może być położona maseczka nawilżająca i odżywcza ze świeżego ogórka albo maseczka oczyszczająco odżywcza z płatków owsianych, mleka i miodu, a może również maseczka oczyszczająco odżywcza z płatków owsianych i świeżych owoców jagodowych. Te nakładamy jedynie na policzki. Wybór należy do szanownych pań.

     
        -- No to ja wybieram sobie tę z ogórka. -- zachichotała Maja.
        -- A ja chcę wszystkie maseczki. -- poinformowała Julia i dodała -- Ale ja będę pierwsza.
        -- To ja też chcę wszystkie i na samym początku. Julka zawsze wszystko chce pierwsza. -- oburzyła się Maja. Zanosiło się na niezłą awanturę. Babcia pomyślała, że jeśli szybko czegoś nie wymyśli, to z dobrej zabawy nic nie wyjdzie i cały wieczór zostanie zmarnowany
        -- Myślę, że pierwszy będzie dziadek, a wy zobaczycie, jak się robi maseczki, oczyszcza skórę i nakłada odżywki.  Trzeba to robić starannie i ostrożnie, aby nikomu nie zrobić krzywdy, np. wydłubać oka, czy wybić zębów. To ma być zabieg upiększający.
        -- No właśnie Julka, mamy ludziów upiększać. -- podsumowała Maja.
        -- A ty się nie mądruj ! Nie mówi się "ludziów", tylko "ludzi". -- odcięła się Julka.
        -- Cicho sroki! -- dziadek Jędrek znowu uratował sytuację. -- Ja się kładę, a wy mi robicie pełen zakres zabiegów.
        -- Babciu, to od czego zaczynamy? -- zapytała Julia. 
        -- Tu macie płatki kosmetyczne, to jest zaparzony ciepły rumianek, a tu ciepłe mleko. Zapytajcie, czym sobie klient życzy zmywać twarz. Po oczyszczeniu wstępnym zużyte płatki tutaj wyrzucamy. -- Babcia wskazała nylonowy woreczek zawieszony na grzejniku. -- Ja idę do kuchni zrobić maseczki.


        -- Babciu, a czy dziadek ma swoje zęby? -- zapytała Maja.
        -- Z całą pewnością ma jeszcze swoje. Dlaczego pytasz?
        -- No bo jedna pani mówiła babci , że nie ma swoich i na noc te sztuczne daje do szklanki. Może ona była u takiej kosmetyczki, która nie znała tych zasad , o których wcześniej mówiłaś. I może wybiła jej zęby.
       -- Dobrze, że nie wybiła jej oka! Oj, ty Majka, jaka ty jesteś jeszcze dziecinna.-- powiedziała Julia mieszając w miseczce płatki owsiane z mlekiem i miodem.
        -- No, przecież babcia sama nam o tym mówiła, że trzeba uważać, a ta pani naprawdę ma sztuczne zęby. I nie wymądrzaj się, bo sama słyszałaś o sztucznych zębach.
         -- Czy w tym salonie doczekam się profesjonalnej obsługi. -- usłyszały głos dziadka.
         -- Już biegnę proszę pana. Maże reflektuje pan na maseczkę ze świeżutkiego ogórka. Pyszniutka!  --   powiedziała Maja przegryzając plasterek ogórka.    
A później zabawa była jeszcze lepsza . Maja i Julia zostały klientkami gabinetu. Pod koniec zabawy wszyscy raczyli się resztkami pysznych maseczek.
        -- A jutro na śniadanie życzę sobie tę z miodem w dużej miseczce. -- powiedziała Maja, a Julia jej przytaknęła.
        -- Jestem zmęczona i pewnie będę spała  jak dziecko ! -- westchnęła Majka idąc do kąpieli.
       -- A może tak; będziesz spała jak niemowlę , bo przecież jesteś dzieckiem, chociaż też niezłą kosmetyczką. I ty Julu również . -- powiedział dziadek.
       -- Dzięki wam dziadek wygląda olśniewająco! -- roześmiała się babcia, patrząc na błyszczącą łysinę swojego męża.


czwartek, 19 października 2017

Ślady dziecięcych paluszków




        -- Co rysujesz? -- zapytała Maja, pachnąca babcinym płynem pod prysznic. Miał zapach czekolady, a dziewczynka bardzo ją lubiła i była zachwycona, gdy babcia Bogusia zaproponowała jej kąpiel oraz pachnące smakołykiem mydło.  -- O, widzę, że to mała Julka. I Kłapouchy, jak żywy. Tobie to dobrze. Mieszkasz sobie z małymi kotkami i nie musisz chodzić do szkoły. A ja muszę. To niesprawiedliwe! -- skrzywiła usta i wywróciła gałki oczne, ukazując białka.
        -- Maja, bo tak ci zostanie! -- napomniała młodszą siostrę Julia, która też przybliżyła się do kanapy, na której siedziała babcia z ołówkiem i blokiem rysunkowym w rękach. -- Ale Maja ma trochę racji. Masz tutaj za dobrze. Jesteś cały czas na wakacjach! A my musimy jechać wiele godzin, aby być u ciebie i dziadziusia. I kotki też możemy oglądać tylko na zdjęciu! To chyba nie jest do końca sprawiedliwe?
        --  Ale po co rysujesz mnie, jak byłam mała? To całkiem bez sensu. Przecież mam fotografie. A masz więcej tych rysunków?  A w ogóle, to chyba nie jestem na nich specjalnie podobna. Mogłabyś się bardziej postarać!
        -- Oj Julka, babcia się stara, ale nie chce jej dobrze wychodzić. Nie każdy ma wielki talent do rysowania. A może ty lepiej byś narysowała, co? Mi babci rysunki się podobają. Babciu pokaż nam co tam jeszcze narysowałaś. Widzę, że na rysunku jest Julka z Tysonem! -- skomentowała Maja.
        -- Majka, to nie Tyson, a Set. Jak byłam mała, to jeszcze Tysona nie było na świecie.
        -- No to co! Za to teraz jest. I będziemy miały małego kotka. Babciu, a jak się te kotki nazywają? One są prawie takie same. Czy ty wiesz, który jest który? A Kizia-Mizia je rozróżnia? -- dopytywała Maja.
        -- Ona musi rozróżniać swoje dzieci, bo jest ich mamą. -- odpowiedziała babcia.Wie, że córeczka to Masza, a synek Misza.
        -- Ale po czym je rozpoznaje? -- dopytywała Maja.
        -- Oj Majka, jakie z ciebie dziecko! Matki takie rzeczy wiedzą. Nasza mama też nas rozróżnia. No, może to nienajlepszy przykład,  ale mamy mają taki wewnętrzny radar. One wszystko o nas wiedzą. Nawet jak coś złego zrobimy.
        -- No tak, szczególnie, jak mamę okłamiesz. Za każdym razem mówi, że ci nos rośnie.
        -- Coś ci się pomyliło. To nie mama, a dziadek tak mówi. Mama nie mówi, ona po prostu to wie.
Babciu powiedz, jak je rozróżnić.
        -- Co chcecie do picia? Może wam zrobię kakao? Tylko nie takie rozpuszczalne, a prawdziwe.-- zapytała babcia.
        -- A rozpuszczalne nie jest prawdziwe? -- zdziwiła się Maja.
        -- Co się głupio pytasz! -- skwitowała zniesmaczona Julia. -- Jesteśmy na wsi, a na wsi  wszystko jest prawdziwe. I mleko i kakao i inne rzeczy. To jest ekologiczne jedzenie. W mieście takie jedzenie jest drogie. A tu masz je za bezcen. Ale powiedz nam babciu, jak rozróżniasz kotki.
        -- Chodźcie do drzwi i spójrzcie przez szybę. Teraz maluchy wyszły z domku na kolację. Widzicie , jakie mają uszka? Niby takie same, a jednak nie. Dziewczynka, czyli Masza ma końcówki uszu białe i jest troszeczkę jaśniejsza i drobniejsza. Chłopczyk Misza ma czarne uszka i większy łepek. Jest też troszkę grubszy, bo ma większy apetyt.
        -- Babciu, ale Masza mniej się nas boi i jest bardziej ciekawska. -- powiedziała Julia.
        -- A za to Misza ma więcej siły! -- pochwaliła drugiego kociaka Maja. -- Wiesz co? Chłopczyki są grubsze i silniejse. Zupełnie jak nasz tata.
        -- Bo mamy dbają o wizerunek. Nasza mama chodzi na fitness i mówi, że ją to relaksuje! -- powiedziała Julia. -- Jak będę duża, to też będę dbała i będę ćwiczyła, a nie wylegiwała się na kanapie.  
        -- Ja też będę dbała! -- powiedziała Maja i dodała.-- Julka, no co się tak głupio patrzysz?
        -- Ty? -- zapytała złośliwie Julia.
       -- Kobieto! Ty nic z tego nie rozumiesz! -- stwierdziła Maja, podsumowując wywody siostry.
       -- Czego ja niby nie rozumiem? -- zapytała Julia.
       -- No choćby tej ekologii i fitnessu. Przecież babcia mieszka na wsi, a kupuje wszystko w sklepie w mieście i nie ma krowy z mlekiem. A dziadek nie jest kobietą i dba o fitness, bo jeździ na rowerze.
-- powiedziała Maja, pijąc ciepłe kakao i przytulając mokre usta do szyby. Niżej widniały już liczne  ślady małych paluszków.  Na dolnej części szyby, nad drewnianą listwą widniały równie brudne ślady kocich łapek i mokrych kocich nosków.



czwartek, 5 października 2017

Takie jest życie młoda!

         -- Juleczko, może już zostawiłabyś  swój telefon i poszła na słoneczko? -- zapytała babcia Bogusia, przyglądając się wnuczce, zajętej śledzeniem ekranu telefonu.
        -- Babciu, jeszcze tylko piętnaście minut. -- Jula niechętnie oderwała wzrok od ekranu i błagalnym gestem złożyła dłonie.
        -- Plis! A Kajtek to może grać. -- powiedziała z pretensją w głosie.
        -- A ile dzisiaj siedziałaś ze wzrokiem wlepionym w ekran? Widziałam, że przed śniadanie  prawie pół godziny i teraz już prawie od godziny ślipisz nad ekranem. -- Babcia była niewzruszona.
        -- A na ile umawiałyśmy się w ciągu dnia? -- zapytała -- Pamiętasz?
        -- Oj babciu, ale ty jesteś! -- marudziła Jula nie odrywając wzroku od gry. -- No dobrze, na godzinę! Już wyczerpałam limit.
         -- Jestem , jestem, a gdzie miałabym być. A wracając do Kajtka, to on też ma limit na telefon i komputer, ale tego pilnuje ciocia, a ja pilnuję ciebie, bo do mnie przyjechałaś na wakacje i twoi rodzice powierzyli mi ciebie. Nie chcę oddawać im mojej kochanej wnuczki w stanie gorszym, niż w czasie przyjazdu, a mam nadzieje, że twój stan w czasie powrotu do domu będzie o niebo lepszy.
        -- A może tak trochę odmieniłabyś sobie miejsce pobytu i pojechała z nami do miasta na zakupy? -- zapytała babcia Bogusia.
        --  A Kajtek też jedzie? -- dopytywała Jula.
        -- Kajtek jedzie z ciocią . Dobrze wam zrobi izolacja, przynajmniej na czas pobytu w mieście. Widzę, że ostatnio działacie sobie na nerwy. Pewnie na zasadzie" kto się czubi, ten się lubi".
        --  Ale do " Słodkiego domku" pojedziemy na lody? Dla mnie trzy gałki! -- zaznaczyła Jula.
        -- Pewnie, że pojedziemy. Ja sobie wezmę koktajl jagodowy, a dziadek kremówkę. I będziesz mogła hustać się i  pozjeżdżać ze ślizgawek. Muszę dbać o twoje dobre samopoczucie.
W końcu chciałabym, abyś chętnie przyjeżdżała do nas na wakacje.
        -- Babciu, a mogę dać Kizi-Mizi trochę mleczka? Czy ona już jadła śniadanko? -- zapytała Julia.
        -- A zobacz, która  jest godzina. -- do rozmowy włączyła się ciocia Stella. -- Jakby Kizia - Mizia miała czekać, aż ty albo Kajtek zdecydujecie się na nakarmienie kotki, to zmarłaby z głodu.
Wczesnym rankiem razem z Kornelkiem nakarmiliśmy biedaczkę. I ładnie nam podziękowała, bo dała się Kornelkowi pogłaskać. Jak ktoś ma zwierzątko, to powinien dbać o nie.
        -- A ja dbam o Tysona. Czasem daję mu wodę, a czasem sypię mu do miski jedzenie. A Maja to nie zawsze dba. Jak mama jej powiedziała, żeby nasypała mu karmy, to ona tego nie zrobiła. Jak mama zapytała dlaczego i, że to nieładnie , to stanęła w drzwiach i powiedziała do mamy; " takie jest życie młoda"! Wiesz, ona to ma takie głupie teksty. I nie wiem, skąd je bierze. Pewnie z podsłuchiwania dorosłych.

         -- Babciu, a jak Kizia-Mizia będzie miała małe dzieci, to dasz mi jednego? -- Zapytała Jula i dodała.  -- Wiesz, może być pod choinkę. Możesz mi dać w takim dużym pudełku z dziurkami i kokardą. Przypniesz karteczkę" Jula". Ja otworzę, a z pudełka wyskoczy kotek. Ale będzie fajnie.
        -- Kochanie, bardzo chętnie bym ci zrobiła taki prezent, ale rodzice mogą być z tego bardzo niezadowoleni. I co wtedy? Przecież nie można takiego nietrafionego prezentu wyrzucić. Nad decyzją opieki nad każdym zwierzątkiem trzeba się bardzo dobrze zastanowić, bo staje się ono  członkiem rodziny. Trzeba wiedzieć, że to duży obowiązek i nie można z niego zrezygnować, jak nam się znudzi, albo stanie się niewygodny. I nie można mu później powiedzieć" takie jest życie młoda".

         -- No to kiedy jedziemy na lody? -- zapytała Jula.
        -- Myślę, że jak dziadek skosi trawnik. Musi to zrobić zanim będzie bardzo gorąco. Teraz możesz z pójść do Kornelka. Jest z ciocią za domem.
Jula tylko na to czekała, bo bardzo lubiła bawić się z najmłodszym kuzynem. Za chwilę położyła się na kocu obok chłopczyka i coś mu tłumaczyła.
        -- Wiesz, dziadku -- powiedziała Jula do dziadka Jędrka w czasie jazdy na zakupy -- pochwaliłam Kornelka, że dobry z niego opiekun kotki. Bardzo ładnie dba o Kizię- Mizię. Daje jesj śniadanko i delikatnie ją głaszcze. Wytłumaczyłam mu, że kotka nie można straszyć, bo będzie się jąkał. Bo u nas w klasie jest jeden kolega, co się jąka i powiedział nam, że kiedyś ktoś go bardzo wystraszył i od tego czasu się jąka. A w jaki sposób kotek może się jąkać? Czy on się jaka, kiedy mruczy? Czy jąka się jak miałczy? Podsłuchiwałam Kizię- Mizię, ale nie słyszałam, aby się jakała. Może nikt jej nie wystraszył. -- Julia zamyśliła się.
        -- Mam nadzieję, że tak już zostanie i nie będziesz sprawdzała, czy kot zacznie się jąkać, jak zostanie wystraszony. -- uśmiechnął się dziadek nad kierownicą.
        -- Julia wie, co to znaczy dobrze opiekować się zwierzątkiem. -- zapewniła dziadka Jędrka babcia Bogusia i puściła do niego oko.
 A dzień minął Julii bardzo szybko. Była na zakupach, na lodach i na plaży. A wieczorem dowiedziała się, kto wypija mleczko Kizi -Mizi. A później zadzwoniła do niej Maja i opowiedziała o zakupie tornistra, bo Maja po wakacjach też będzie chodziła do szkoły.



środa, 7 czerwca 2017

Taniec połamaniec.





        -- Babusiu, czy przyjdziesz do nas w poniedziałek? Mama idzie na zajęcia fitness. Tata będzie długo pracował. -- powiedziała Julia do babci Bogusi, która właśnie przygotowywała walizki do wyjazdu. Było sobotnie popołudnie. Maja z mamą Karoliną siedziały na schodach tarasu i obserwowały ogród.
        -- Czy wiesz, że babcia we wtorek wyjeżdża? -- zapytał tata Lucjan, który właśnie wszedł do mieszkania. -- Przecież ja będę po południu. Nie ma potrzeby angażowania babci.
        -- Ale ja chciałabym spędzić z babcią trochę czasu, zanim wyjedzie. -- Nie dawała za wygraną Jula.
        -- Babciu, czy możesz przyjść ? Plis! -- złożyła ręce Jula i spojrzała na babcię błagalnym wzrokiem.
Babcia Bogusia popatrzyła uważnie na wnuczkę. Przeliczyła w myślach ilość czasu potrzebną jej do ogarnięcia większości zajęć przed wyjazdem.
        -- Myślę, że dam radę. W poniedziałek wieczorem powinnam mieć już wszystko gotowe. Jak tak pięknie prosisz, to oczywiście przyjdę do Was.
        -- Tatusiu, to możesz z pracy przyjść nawet o dwudziestej drugiej. -- ucieszyła się Julia.
        --  Fajnie, że mi czas organizujesz! -- roześmiał się tata.
W poniedziałek wczesnym popołudniem babcia Bogusia siedziała przy komputerze, gdy zadzwonił telefon.
        -- Słucham ! --odebrała telefon babcia.
        -- Czy możesz przyjść wcześniej do dziewczynek? Wiem, że umówiłaś się z Julią. -- nieśmiało zapytała mama Karolina.
        -- Poczekaj, niech pomyślę, ile mi pracy pozostało i czy zdążę. -- zastanawiała się babcia.
        --  Większość mam przygotowaną. Resztę zrobię wieczorem. A o której mam przyjść? -- spytała.
        -- Mam dodatkowe zebranie, więc muszę  o 16.30 wyjść z domu. -- odpowiedziała Karolina.
I tak jak umawiały się, babcia Bogusia piętnaście minut po szesnastej przyszła do dziewczynek. Julia kończyła odrabiać lekcje. Maja spała.
       -- Babciu, Maja jest chora! Cały czas śpi. Mama dała jej lekarstwo. Chyba przegrzała się na wycieczce. Przedtem trochę próbowała się bawić. Po obiedzie poszła spać. -- poinformowała.



        -- A ja nie jestem chora, ale nie miałam czasu, aby przygotować zabawę. Może sobie trochę potańczymy. -- zaproponowała Julia.
        -- To może pokaż mi swój układ, który ćwiczycie na kółku tanecznym. -- powiedziała babcia.
        -- Zaraz pokażę ci jak tańczę, tylko ubiorę odpowiednią sukienkę. -- Julia podeszła do radia i nastawiła muzykę.


        -- A teraz ci pokażę, jaki mamy fajny taniec. A w ogóle to  ćwiczymy parę układów. -- chwaliła się Julia.
        -- A nauczysz mnie? Czy dam radę zatańczyć? Jak będą za duże wygibasy, to może nie dam rady? -- zapytała babcia Bogusia.
       -- Oczywiście, najpierw pokażę ci układ, a później nauczę kroków i figur. Dasz radę! To proste! -- zapewniła Julia.
        -- A powiedz mi, dlaczego w niedzielę nie zadzwoniliście do nas z informacją, że Maja występowała w parku. Chętnie  z dziadkiem przyszlibyśmy na występy.--  dociekała babcia, przyglądając się przebierającej się wnuczce.
       -- A skąd wiesz, że Maja występowała? -- zapytała Julia. -- Ale ona też śpiewała, a nie tylko tańczyła.
       -- Wiem, bo wasz tata wpadł do nas
na chwilę i pokazał mi film, który nagrał w parku. Maja pięknie się ruszała i na filmie głównie jej głos słyszałam.
       -- No tak. Ona świetnie śpiewa, ale ja też znam tę piosenkę. -- pochwaliła się.



        -- No właśnie, to może mi też zaśpiewasz. Czekam na występ. Może czegoś się nauczę. -- babcia Bogusia przygotowana do występu rozsiadła się na fotelu.
        --  To ja jeszcze się uczeszę i już występuję. -- zapewniła Julia.
Babcię zaniepokoiła cisza za drzwiami dużego pokoju, gdzie spała Maja. Uchyliła drzwi. Maja otulona kocem spała na narożniku. Babcia dotknęła jej czoła. Było ciepłe. Babcia zamknęła drzwi i wycofała się do dziecięcego pokoju.  Pomyślała, że lepiej, gdy młodsza wnuczka się wyśpi.  Sen pomaga szybciej zwalczyć chorobę.
Za chwilę dziecięcy pokój wypełniła muzyka. Zauroczona babcia patrzyła na taniec Julii. Przypomniała sobie film, na którym śpiewała i tańczyła Maja. Ruszała się pięknie.
         -- I jak ci się podoba mój taniec? -- zapytała zasapana Julia.
         -- Pięknie tańczysz, tak jak i Maja. Szkoda, że twoja siostra dziś jest chora, bo chętnie oglądnęłabym występy was obu. Mam bardzo utalentowane wnuczki. Same tanecznice i piosenkarki ! --  roześmiała się babcia i przytuliła Julię. 
Po występach i nauce układów tanecznych, usiadły obydwie do segregowania  klocków lego. I tak zastała je mama Karolina. A Maja dalej spała.
        -- Uczyłam babcię tańca! -- pochwaliła się Julia.
       -- Ale moja wersja  to był taniec połamaniec! -- powiedziała babcia Bogusia i wszystkie trzy roześmiały się. I wtedy Maja się obudziła.


       
      

        








czwartek, 1 czerwca 2017

Jak ogień i woda



         -- Jestem ! -- powiedziała babcia Bogusia, zaglądając do dziecięcego pokoju.
Julia odwróciła głowę i uśmiechnęła się.
        -- Cześć babciu! -- krzyknęła.  --  No! Bar już przygotowany. Jeszcze tylko zrobię ceny i już możemy się bawić.
        -- A ty co robisz Maju? Też się będziesz z nami bawić? -- zapytała babcia Maję, która właśnie odstawiała na bok butelkę. Dziewczynka grzecznie siedziała przy swoim biureczku i bawiłą ulubioną laleczką.
        -- Dzisiaj moje dziecko jest bardzo niespokojne. -- powiedziała -- Nie chce spać.
        -- Ja nie wiem, czy Jula pozwoli mi na wspólną zabawę. -- odpowiedziała na pytanie babci Bogusi.
        -- Myślę, że pozwoli, bo ja przyszłam aby pobawić się z obydwiema wnuczkami. Z jedną się nie bawię. Przecież mam dwie wnuczki. -- uśmiechnęła się babcia.
        -- No dobrze, możesz Majka bawić się z nami. -- odezwała się Jula, która dotychczas udawała osobę bardzo zajętą . --  Przecież możecie obydwie przychodzić do restauracji. Tylko poczekajcie, aż skończę robić menu.
      

Babcia Bogusia popatrzyła na starszą wnuczkę, która przy stoliku robiła śmieszne wygibasy.
        -- Widzę, że przygotowywanie menu to straszna czynność, skoro tak ciebie wykręca. -- zażartowała.
        -- A żebyś wiedziała! Muszę powymyślać dania dnia i promocje , ale zobaczysz, jak będzie fajnie. -- Jula podniosła się i próbowała sięgnąć po czerwonego mazaka leżącego na podłodze obok łóżka przez całą szerokość stolika.
         --  Trochę mam za krótką rękę.  --  stwierdziła i wślizgnęła się pod stolik. Po chwili przeczołgała się w kierunku mazaka, dosięgnęła go i zaczęła się czołgać do tyłu. Potem wysunęła się spod stolika. Była rozczochrana , zasapana i uśmiechnięta.
        -- No mam go! -- wykrzyknęła uradowana.
        -- A nie łatwiej byłoby odsunąć stolik? Przecież jest bardzo lekki. -- zapytała babcia.
        -- Oj tam! To by było nudne. -- skwitowała Jula.
        -- No chyba , że tak! -- roześmiała się babcia. -- A tak masz dwie zabawy w jednej . Tu bawisz się w restaurację,  może bar szybkiej obsługi i masz dodatkowo ćwiczenia fittnes.
        -- I o to chodzi! -- wykrzyknęła Jula.
        -- Więc może to będzie bar przy klubie fitness? - zamyśliła się. Popatrzyła na menu i pokręciła głową.
        -- Nie nadaje się. Potrawy nie dla fitnessujących się.  -- stwierdziła.
Babcia uważnie przyglądnęła się spisowi potraw. 
        -- No tak! Grochówka i kotlet schabowy oraz frytki nie pasują.
        -- No, po grochówce odradzam ćwiczenia! Może być nieprzyjemnie! -- zachichotała Jula.
        -- Maja nie jedz grochówki przed fitnessem! -- powiedziała do siostry.
Maja nie reagowała na zaczepki Julii, bawiąc się swoją lalką. Właśnie zawinęła ją w pieluszkę i przytuliła do siebie. Nuciła półgłosem jakąś piosenkę. Babcia dosłyszała tylko " wejdźmy na dach".
        -- Ale schabowy daje siłę! Lubię schaboszczaki! -- mlasnęła Julia i oblizała się.
        -- Przyznam Ci się, że też lubię schabowe. Ale unikam! -- roześmiała się Babcia.
        -- A ja lubię rosołek! I lody. -- odezwała się Maja -- Bo mnie już nie pytacie, co lubię. A moje dziecko nic nie lubi i strasznie grymasi. Muszę go położyć do łóżeczka. Ma straszną temperaturę. Babciu, czy możesz popilnować mojego dzidziusia. Możesz mu dać butelkę z mleczkiem. Ja zaraz przyjdę, tylko muszę na chwilkę pojechać do pracy. Właśnie dzwonią do mnie. -
 Maja podniosłą z biurka plastykowy, różowy telefon.
        -- Tak! Już jadę. Będę za siedemnaście minut. -- powiedziała i oddała babci laleczkę zawiniętą w pieluszkę. -- Popilnuj moje dziecko. Ono musi zaraz zasnąć. Pohuśtaj go. Możesz mu pośpiewać kołysankę.
Maja wyszła z pokoju. Za moment babcia usłyszała, że dziewczynka buszuje w kuchni. Odłożyła więc lakę i zajrzała do  młodszej wnuczki. Maja siedziała na szerokiej kuchennej szafce. Pod szafką stało krzesełko.
        -- Zgłodniałam! -- powiedziała do babci Bogusi. -- Muszę zrobić sobie płatki z mlekiem. Pokażę ci jaka jestem samodzielna.
Dziewczynka wyciągnęła z górnej szafki torebkę z płatkami. Położyła na blacie. Zeskoczyła z szafki.
        -- Nie bój się babciu. Zobacz co robię. Teraz idziemy do lodówki. Wyciągamy karton z mlekiem. Zamykamy lodówkę. Stawiamy karton na szafce. Mamy mleko i płatki. I czego nam brakuje? --  zapytała babcię.
       -- Moim zdaniem miseczki. -- odpowiedziała babcia.
        -- Bardzo dobrze. -- pochwaliła babcię Maja.
       -- Teraz zobacz. W tej szafce na dole jest miseczka. W tej szufladzie łyżka. Bierzemy miseczkę, łyżką odmierzamy płatki. Jeden, dwa, trzy. Wystarczy! Teraz do połowy miseczki lejemy mleko. I co mamy zrobić? Nie wiesz? Musimy podgrzać. -- Maja znowu weszła na blat szafki.
        -- Teraz musimy przekręcić tę gałkę i nastawić na półtorej minuty. Czekamy! -- powiedziała Maja i po chwili usłyszały dzwonek informujący , że czas podgrzewania minął. -- Tylko nie mów mi, że się poparzę. Nie poparzę się. Miseczka jest lekko ciepła. Możesz dotknąć .
Maja zeszła z szafki , wzięła miseczkę i przy ławie zabrała się za jedzenie.



        -- Bar jest otwarty! -- usłyszały z pokoju głos Julii.
Babcia weszła do pokoju.Podeszła do stolika, który udawał kontuar barowy. Spojrzała na duży plakat, na którym wypisane były potrawy i pozycje objęte promocją.
        -- Widzę, że to tradycyjny bar, a nie bar fitness. Co ja bym zjadła ? Może właśnie kotlety schabowe! I zupę grochową, skoro nie idę ćwiczyć. -- babcia zamówiła dania.
Julia przyjęła zamówienie i zapisała na starym laptopie. Popatrzyła z namysłem na babcię.
        -- Ale wiesz, że to na niby. Jak jesteś głodna, to mogę ci przygrzać makaron z sosem. -- dodała.
        -- Wiem, że to na niby. Lubię potrawy na niby, bo mogę sobie wybierać, co tylko zamarzę i nie boję się, że coś mi zaszkodzi. Uwielbiam się z wami bawić na niby. -- roześmiała się babcia Bogusia.
       -- No to fajnie! -- odetchnęła z ulgą Julia. -- Ale i tak mogę ci przynieść makaron z sosem. To w ramach promocji!
        -- A może w ramach mojej promocji pójdziemy sobie na lody ? -- zapytała babcia.
        -- Ale Majka nie może. Chyba miała gorączkę. -- poinformowała Julia.
        -- Jak to nie może. Ja się tak nie bawię! -- Zapłakana Maja wbiegła do pokoju.
        -- Chodź tu i pokaż czoło. -- Babcia przytuliła Majeczkę i położyła jej rękę na czole.
        -- Ciepłe .-- stwierdziła. -- Czy macie gdzieś termometr?
        -- Poszukam! -- Julia wyskoczyła zza stolika i pognała do drugiego pokoju.
Maja przytuliła się do babci. Spojrzała jej z powagą głęboko w oczy.
        -- Jula nie znajdzie tego termometru. Ale powiem ci w sekrecie, że ja nie mam temperatury. Gdy tak bardzo płaczę, to wtedy od razu robię się gorąca. Tak po prostu mam. Potem to znika. O! dotknij mnie teraz. -- powiedziała.
Babcia przyłożyła dłoń do czoła Majeczki. Było zimne.
        -- Jula nie szukaj termometru. Już nie trzeba. Idziemy na lody ! To nasza dzisiejsza promocja! -- zawołała babcia ubierając sandałki. Julia ubrała wrotki, a Maja wzięła ze sobą hulajnogę . I poszły na promocyjne lody.