środa, 7 czerwca 2017

Taniec połamaniec.





        -- Babusiu, czy przyjdziesz do nas w poniedziałek? Mama idzie na zajęcia fitness. Tata będzie długo pracował. -- powiedziała Julia do babci Bogusi, która właśnie przygotowywała walizki do wyjazdu. Było sobotnie popołudnie. Maja z mamą Karoliną siedziały na schodach tarasu i obserwowały ogród.
        -- Czy wiesz, że babcia we wtorek wyjeżdża? -- zapytał tata Lucjan, który właśnie wszedł do mieszkania. -- Przecież ja będę po południu. Nie ma potrzeby angażowania babci.
        -- Ale ja chciałabym spędzić z babcią trochę czasu, zanim wyjedzie. -- Nie dawała za wygraną Jula.
        -- Babciu, czy możesz przyjść ? Plis! -- złożyła ręce Jula i spojrzała na babcię błagalnym wzrokiem.
Babcia Bogusia popatrzyła uważnie na wnuczkę. Przeliczyła w myślach ilość czasu potrzebną jej do ogarnięcia większości zajęć przed wyjazdem.
        -- Myślę, że dam radę. W poniedziałek wieczorem powinnam mieć już wszystko gotowe. Jak tak pięknie prosisz, to oczywiście przyjdę do Was.
        -- Tatusiu, to możesz z pracy przyjść nawet o dwudziestej drugiej. -- ucieszyła się Julia.
        --  Fajnie, że mi czas organizujesz! -- roześmiał się tata.
W poniedziałek wczesnym popołudniem babcia Bogusia siedziała przy komputerze, gdy zadzwonił telefon.
        -- Słucham ! --odebrała telefon babcia.
        -- Czy możesz przyjść wcześniej do dziewczynek? Wiem, że umówiłaś się z Julią. -- nieśmiało zapytała mama Karolina.
        -- Poczekaj, niech pomyślę, ile mi pracy pozostało i czy zdążę. -- zastanawiała się babcia.
        --  Większość mam przygotowaną. Resztę zrobię wieczorem. A o której mam przyjść? -- spytała.
        -- Mam dodatkowe zebranie, więc muszę  o 16.30 wyjść z domu. -- odpowiedziała Karolina.
I tak jak umawiały się, babcia Bogusia piętnaście minut po szesnastej przyszła do dziewczynek. Julia kończyła odrabiać lekcje. Maja spała.
       -- Babciu, Maja jest chora! Cały czas śpi. Mama dała jej lekarstwo. Chyba przegrzała się na wycieczce. Przedtem trochę próbowała się bawić. Po obiedzie poszła spać. -- poinformowała.



        -- A ja nie jestem chora, ale nie miałam czasu, aby przygotować zabawę. Może sobie trochę potańczymy. -- zaproponowała Julia.
        -- To może pokaż mi swój układ, który ćwiczycie na kółku tanecznym. -- powiedziała babcia.
        -- Zaraz pokażę ci jak tańczę, tylko ubiorę odpowiednią sukienkę. -- Julia podeszła do radia i nastawiła muzykę.


        -- A teraz ci pokażę, jaki mamy fajny taniec. A w ogóle to  ćwiczymy parę układów. -- chwaliła się Julia.
        -- A nauczysz mnie? Czy dam radę zatańczyć? Jak będą za duże wygibasy, to może nie dam rady? -- zapytała babcia Bogusia.
       -- Oczywiście, najpierw pokażę ci układ, a później nauczę kroków i figur. Dasz radę! To proste! -- zapewniła Julia.
        -- A powiedz mi, dlaczego w niedzielę nie zadzwoniliście do nas z informacją, że Maja występowała w parku. Chętnie  z dziadkiem przyszlibyśmy na występy.--  dociekała babcia, przyglądając się przebierającej się wnuczce.
       -- A skąd wiesz, że Maja występowała? -- zapytała Julia. -- Ale ona też śpiewała, a nie tylko tańczyła.
       -- Wiem, bo wasz tata wpadł do nas
na chwilę i pokazał mi film, który nagrał w parku. Maja pięknie się ruszała i na filmie głównie jej głos słyszałam.
       -- No tak. Ona świetnie śpiewa, ale ja też znam tę piosenkę. -- pochwaliła się.



        -- No właśnie, to może mi też zaśpiewasz. Czekam na występ. Może czegoś się nauczę. -- babcia Bogusia przygotowana do występu rozsiadła się na fotelu.
        --  To ja jeszcze się uczeszę i już występuję. -- zapewniła Julia.
Babcię zaniepokoiła cisza za drzwiami dużego pokoju, gdzie spała Maja. Uchyliła drzwi. Maja otulona kocem spała na narożniku. Babcia dotknęła jej czoła. Było ciepłe. Babcia zamknęła drzwi i wycofała się do dziecięcego pokoju.  Pomyślała, że lepiej, gdy młodsza wnuczka się wyśpi.  Sen pomaga szybciej zwalczyć chorobę.
Za chwilę dziecięcy pokój wypełniła muzyka. Zauroczona babcia patrzyła na taniec Julii. Przypomniała sobie film, na którym śpiewała i tańczyła Maja. Ruszała się pięknie.
         -- I jak ci się podoba mój taniec? -- zapytała zasapana Julia.
         -- Pięknie tańczysz, tak jak i Maja. Szkoda, że twoja siostra dziś jest chora, bo chętnie oglądnęłabym występy was obu. Mam bardzo utalentowane wnuczki. Same tanecznice i piosenkarki ! --  roześmiała się babcia i przytuliła Julię. 
Po występach i nauce układów tanecznych, usiadły obydwie do segregowania  klocków lego. I tak zastała je mama Karolina. A Maja dalej spała.
        -- Uczyłam babcię tańca! -- pochwaliła się Julia.
       -- Ale moja wersja  to był taniec połamaniec! -- powiedziała babcia Bogusia i wszystkie trzy roześmiały się. I wtedy Maja się obudziła.


       
      

        








czwartek, 1 czerwca 2017

Jak ogień i woda



         -- Jestem ! -- powiedziała babcia Bogusia, zaglądając do dziecięcego pokoju.
Julia odwróciła głowę i uśmiechnęła się.
        -- Cześć babciu! -- krzyknęła.  --  No! Bar już przygotowany. Jeszcze tylko zrobię ceny i już możemy się bawić.
        -- A ty co robisz Maju? Też się będziesz z nami bawić? -- zapytała babcia Maję, która właśnie odstawiała na bok butelkę. Dziewczynka grzecznie siedziała przy swoim biureczku i bawiłą ulubioną laleczką.
        -- Dzisiaj moje dziecko jest bardzo niespokojne. -- powiedziała -- Nie chce spać.
        -- Ja nie wiem, czy Jula pozwoli mi na wspólną zabawę. -- odpowiedziała na pytanie babci Bogusi.
        -- Myślę, że pozwoli, bo ja przyszłam aby pobawić się z obydwiema wnuczkami. Z jedną się nie bawię. Przecież mam dwie wnuczki. -- uśmiechnęła się babcia.
        -- No dobrze, możesz Majka bawić się z nami. -- odezwała się Jula, która dotychczas udawała osobę bardzo zajętą . --  Przecież możecie obydwie przychodzić do restauracji. Tylko poczekajcie, aż skończę robić menu.
      

Babcia Bogusia popatrzyła na starszą wnuczkę, która przy stoliku robiła śmieszne wygibasy.
        -- Widzę, że przygotowywanie menu to straszna czynność, skoro tak ciebie wykręca. -- zażartowała.
        -- A żebyś wiedziała! Muszę powymyślać dania dnia i promocje , ale zobaczysz, jak będzie fajnie. -- Jula podniosła się i próbowała sięgnąć po czerwonego mazaka leżącego na podłodze obok łóżka przez całą szerokość stolika.
         --  Trochę mam za krótką rękę.  --  stwierdziła i wślizgnęła się pod stolik. Po chwili przeczołgała się w kierunku mazaka, dosięgnęła go i zaczęła się czołgać do tyłu. Potem wysunęła się spod stolika. Była rozczochrana , zasapana i uśmiechnięta.
        -- No mam go! -- wykrzyknęła uradowana.
        -- A nie łatwiej byłoby odsunąć stolik? Przecież jest bardzo lekki. -- zapytała babcia.
        -- Oj tam! To by było nudne. -- skwitowała Jula.
        -- No chyba , że tak! -- roześmiała się babcia. -- A tak masz dwie zabawy w jednej . Tu bawisz się w restaurację,  może bar szybkiej obsługi i masz dodatkowo ćwiczenia fittnes.
        -- I o to chodzi! -- wykrzyknęła Jula.
        -- Więc może to będzie bar przy klubie fitness? - zamyśliła się. Popatrzyła na menu i pokręciła głową.
        -- Nie nadaje się. Potrawy nie dla fitnessujących się.  -- stwierdziła.
Babcia uważnie przyglądnęła się spisowi potraw. 
        -- No tak! Grochówka i kotlet schabowy oraz frytki nie pasują.
        -- No, po grochówce odradzam ćwiczenia! Może być nieprzyjemnie! -- zachichotała Jula.
        -- Maja nie jedz grochówki przed fitnessem! -- powiedziała do siostry.
Maja nie reagowała na zaczepki Julii, bawiąc się swoją lalką. Właśnie zawinęła ją w pieluszkę i przytuliła do siebie. Nuciła półgłosem jakąś piosenkę. Babcia dosłyszała tylko " wejdźmy na dach".
        -- Ale schabowy daje siłę! Lubię schaboszczaki! -- mlasnęła Julia i oblizała się.
        -- Przyznam Ci się, że też lubię schabowe. Ale unikam! -- roześmiała się Babcia.
        -- A ja lubię rosołek! I lody. -- odezwała się Maja -- Bo mnie już nie pytacie, co lubię. A moje dziecko nic nie lubi i strasznie grymasi. Muszę go położyć do łóżeczka. Ma straszną temperaturę. Babciu, czy możesz popilnować mojego dzidziusia. Możesz mu dać butelkę z mleczkiem. Ja zaraz przyjdę, tylko muszę na chwilkę pojechać do pracy. Właśnie dzwonią do mnie. -
 Maja podniosłą z biurka plastykowy, różowy telefon.
        -- Tak! Już jadę. Będę za siedemnaście minut. -- powiedziała i oddała babci laleczkę zawiniętą w pieluszkę. -- Popilnuj moje dziecko. Ono musi zaraz zasnąć. Pohuśtaj go. Możesz mu pośpiewać kołysankę.
Maja wyszła z pokoju. Za moment babcia usłyszała, że dziewczynka buszuje w kuchni. Odłożyła więc lakę i zajrzała do  młodszej wnuczki. Maja siedziała na szerokiej kuchennej szafce. Pod szafką stało krzesełko.
        -- Zgłodniałam! -- powiedziała do babci Bogusi. -- Muszę zrobić sobie płatki z mlekiem. Pokażę ci jaka jestem samodzielna.
Dziewczynka wyciągnęła z górnej szafki torebkę z płatkami. Położyła na blacie. Zeskoczyła z szafki.
        -- Nie bój się babciu. Zobacz co robię. Teraz idziemy do lodówki. Wyciągamy karton z mlekiem. Zamykamy lodówkę. Stawiamy karton na szafce. Mamy mleko i płatki. I czego nam brakuje? --  zapytała babcię.
       -- Moim zdaniem miseczki. -- odpowiedziała babcia.
        -- Bardzo dobrze. -- pochwaliła babcię Maja.
       -- Teraz zobacz. W tej szafce na dole jest miseczka. W tej szufladzie łyżka. Bierzemy miseczkę, łyżką odmierzamy płatki. Jeden, dwa, trzy. Wystarczy! Teraz do połowy miseczki lejemy mleko. I co mamy zrobić? Nie wiesz? Musimy podgrzać. -- Maja znowu weszła na blat szafki.
        -- Teraz musimy przekręcić tę gałkę i nastawić na półtorej minuty. Czekamy! -- powiedziała Maja i po chwili usłyszały dzwonek informujący , że czas podgrzewania minął. -- Tylko nie mów mi, że się poparzę. Nie poparzę się. Miseczka jest lekko ciepła. Możesz dotknąć .
Maja zeszła z szafki , wzięła miseczkę i przy ławie zabrała się za jedzenie.



        -- Bar jest otwarty! -- usłyszały z pokoju głos Julii.
Babcia weszła do pokoju.Podeszła do stolika, który udawał kontuar barowy. Spojrzała na duży plakat, na którym wypisane były potrawy i pozycje objęte promocją.
        -- Widzę, że to tradycyjny bar, a nie bar fitness. Co ja bym zjadła ? Może właśnie kotlety schabowe! I zupę grochową, skoro nie idę ćwiczyć. -- babcia zamówiła dania.
Julia przyjęła zamówienie i zapisała na starym laptopie. Popatrzyła z namysłem na babcię.
        -- Ale wiesz, że to na niby. Jak jesteś głodna, to mogę ci przygrzać makaron z sosem. -- dodała.
        -- Wiem, że to na niby. Lubię potrawy na niby, bo mogę sobie wybierać, co tylko zamarzę i nie boję się, że coś mi zaszkodzi. Uwielbiam się z wami bawić na niby. -- roześmiała się babcia Bogusia.
       -- No to fajnie! -- odetchnęła z ulgą Julia. -- Ale i tak mogę ci przynieść makaron z sosem. To w ramach promocji!
        -- A może w ramach mojej promocji pójdziemy sobie na lody ? -- zapytała babcia.
        -- Ale Majka nie może. Chyba miała gorączkę. -- poinformowała Julia.
        -- Jak to nie może. Ja się tak nie bawię! -- Zapłakana Maja wbiegła do pokoju.
        -- Chodź tu i pokaż czoło. -- Babcia przytuliła Majeczkę i położyła jej rękę na czole.
        -- Ciepłe .-- stwierdziła. -- Czy macie gdzieś termometr?
        -- Poszukam! -- Julia wyskoczyła zza stolika i pognała do drugiego pokoju.
Maja przytuliła się do babci. Spojrzała jej z powagą głęboko w oczy.
        -- Jula nie znajdzie tego termometru. Ale powiem ci w sekrecie, że ja nie mam temperatury. Gdy tak bardzo płaczę, to wtedy od razu robię się gorąca. Tak po prostu mam. Potem to znika. O! dotknij mnie teraz. -- powiedziała.
Babcia przyłożyła dłoń do czoła Majeczki. Było zimne.
        -- Jula nie szukaj termometru. Już nie trzeba. Idziemy na lody ! To nasza dzisiejsza promocja! -- zawołała babcia ubierając sandałki. Julia ubrała wrotki, a Maja wzięła ze sobą hulajnogę . I poszły na promocyjne lody.





     

wtorek, 16 maja 2017

Stop dla Elzy, czyli kwestia gustu.




        Babcia Bogusia układała właśnie książki na regale, gdy otworzyły się drzwi i do przedpokoju wjechała na rolkach Julia. Miała zaczerwienioną buzię, na której malowało się znużenie. Niesforne kosmyki włosów wystawały jej zza kasku. Nad górną wargą widać było małe kropelki potu.
-- Już nie mogę! Ratunku! Ale jestem zziajana! Babciu, czy mogę w rolkach, bo nie mam już siły ich zdejmować. A później musiałabym z powrotem się ubierać, a tego już bym nie wytrzymała. To co, mogę? I łap tę kopertę! To dla was. Niespodzianka.... Ale się napisałam.... Mówię ci!... Jestem bohaterką.... -- wysapała i ciężko usiadła na kanapie.
-- A cóż to za niespodzianka? -- zapytała babcia Bogusia, biorąc do ręki kopertę.
-- Czy mogę zgadywać? -- uśmiechnęła się do wnuczki.
-- No, możesz, ale pewnie od razu zgadniesz, więc to nie ma sensu, mimo tego spróbuj. -- powiedziała Jula patrząc na dłonie babci, które właśnie brały nożyk do otwierania listów. Z chwilę koperta była otwarta. Jednak babcia nie wyciągała z niej białego kartonika, tylko przyglądała się Julii.
-- Nie będę jeszcze niczego  wyciągać. -- stwierdziła. Zamknęła oczy i dotknęła koperty. -- Co ja tu czuję? Chyba mały kartonik. Widziałam rożek. Jest biały. A co może mi Jula przynieść przed swoim wielkim świętem? Biały kartonik kojarzy mi się tylko z kartką imieninową, urodzinową, albo zaproszeniem. Nie mamy urodzin, ani imienin, więc to może być tylko zaproszenie. Biały to symbol niewinności, czystości... Hm.... A ty chyba niedługo idziesz w białej sukience do kościoła? Przystępujesz do I Komunii Świętej? To chyba zaproszenie. Zgadłam?
-- Mówiłam, że nie ma sensu zgadywanie. To było do przewidzenia, że od razu się pokapujesz. -- stwierdziła Jula i wstała z kanapy.
-- I gdzie znowu pędzisz? -- zapytała babcia.
-- Mam jeszcze dużo zaproszeń do wypisania. Wszystko robię sama. I nawet sobie nie wyobrażasz, jak dużo przed komunią jest roboty. I ciastka trzeba upiec i torty.... No, to nie ja robię, ale te codzienne próby w kościele....Nie mam na nic czasu. Po prostu żyć nam nie dają! I jeszcze nie mam sukienki na zmianę, bo niby idę w albie, ale wiesz w restauracji nie będę jadła w albie i na dworze też nie, bo później to jak pójdę na biały tydzień? Nie będę wyglądała jak ten obszarpaniec i niechluj....To pa! -- krzyknęła już na dworze. I babcia usłyszała tylko stukot rolek na schodach.


-- To co? Jedziemy na zakupy i kupimy Julii sukienkę na zmianę? -- dopytywał się dziadek Jędrek.
-- Dzisiaj mamy trochę czasu. Możemy pojechać do M1. Może coś znajdziemy. Myślę, że Mai też możemy kupić jakąś kieckę, aby nie zazdrościła Julii prezentów. Po co mają sobie nawzajem zazdrościć. Wystarczy, że konkurują jako siostry.
         W sklepie pięknych sukienek było  zatrzęsienie. Dziadkowi w oko wpadła piękna wizytowa sukienka z cieniowanym, tęczowym dołem , różową górą, na której widniała podobizna Elzy i para koronkowych motylków.
-- Taka, balowa sukienka najlepsza byłaby dla najważniejszej osoby. -- stwierdził dziadek.
Babcia sceptycznie popatrzyła na wizerunek Elzy.
-- Jest piękna, jednak mam wątpliwości, czy to dobry wybór. Coś mi się majaczy, że to Maja zakochana jest w Elzie, a Julcia chyba już z tego wyrosła. Myślę, że powinniśmy wybrać również inne sukienki i zapytać mamę dziewczynek o radę. Podoba mi się dla Juli sukienka arbuzowa. Wykręć proszę numer telefonu Karoliny. --powiedziała babcia i zaczęła oglądać inne sukieneczki. Po kwadransie wybrali po parę pięknych sukienek dla obu wnuczek. Dziadek zrobić zdjęcia i wysłał wiadomość do mamy Karoliny. Próbował się też do niej dodzwonić.
Niestety, nikt nie odczytał wiadomości. Nikt też nie odebrał połączenia.
-- Trudno, kupujemy w ciemno! -- zadecydował dziadek Jędrek.
Poszli do kasy. Dziadkowi tak bardzo podobała się Elza, że trzymał w ręku właśnie tę sukienkę. Babcia wybrała dla Mai sukieneczkę z buzią kotka, różową kokardką i tęczowym dołem. Gdy już zapłacili, odeszli trzy kroki od kasy, przyszedł sms od mamy Karoliny.
" Nie mogę odebrać połączenia. Jesteśmy z Julą na próbie w kościele. Dla Mai wybraliście bardzo dobrą sukienkę. Nie kupujcie Juli sukienki z Elzą. Ona nienawidzi Elzy i nigdy tej sukienki nie założy. To Maja kocha Elzę. "



Cóż było robić. Dziadek wrócił do kasy i wytłumaczył sprzedawczyni , że musi zamienić sukienkę z wizerunkiem Elzy na inną. Pani przy kasie dobrze rozumiała problem. W końcu była bardzo dużą dziewczynką i wiedziała, że żadna dziewczyna nie założy sukienki z wizerunkiem postaci,  której nienawidzi.
-- To byłby wyrzucony pieniądz. -- stwierdziła ze współczuciem i wycofała towar.
Jula z okazji I Komunii Świętej dostała dużo prezentów i sukienkę arbuzową,






 której w tym dniu i tak nie ubrała. Miała inną piękną białą sukienkę. A Mai spodobała się tęczowa sukienka i cały dzień w niej biegała. Babcia Bogusia nie miała sumienia , aby opowiedzieć jej o przygodzie z sukienką z Elzą. Chętnie kupiła by ją Mai, ale nie było na nią rozmiaru. Tak to już bywa, że nie zawsze dostajemy to, o czym marzymy. Jednak czasem inne rzeczy całkiem dobrze zaspokajają nasze marzenia. I okazuje się, że cieszymy się nimi równie mocno.
W tym dniu wydarzyło się jeszcze dużo innych ważnych rzeczy. Między innymi Mai wypadł pierwszy mleczny ząb. Babcia Bogusia stwierdziła, iż widocznie ząb dowiedział się o tym, że od września Maja idzie do szkoły, więc postanowił w ten sposób zaprotestować. Maja była z tego pierwszego ubytku bardzo dumna.


A przyjęcie komunijne było bardzo udane, bo dzieciaki świetnie bawiły się na zielonej trawce , na ciepłym słoneczku. Jeździły na hulajnogach, rowerach, a Jula nawet na wrotkach, które dostała od cioci. Ubrała je na nogi i od razu poczuła się, jak prawdziwa wrotkarka. Popędziła w dal po śliskich kafelkach. Aż do samej bramy!






poniedziałek, 24 kwietnia 2017

o mały włos , a chytry dwa razy by stracił




-- Czy moglibyście w piątek odebrać Maję z przedszkola? -- zapytała babcię Bogusię mama Karolina.
-- Oczywiście, że możemy. Może ją odbierze Jędrek, a może ja, ale z całą pewnością Maja nie zostanie w przedszkolu. -- odpowiedziała babcia dziewczynek i dodała --  A co z Juleczką? Też jest do zagospodarowania?
-- Julia kończy wcześniej, ale pewnie będzie chciała zostać w świetlicy. Jak będziecie wracać z Mają, to możecie wstąpić po Julcię. Później je od was odbiorę. 
-- A co się dzieje? Nie ma ciebie po południu?-- zainteresowała się babcia.
-- Jestem, ale rano jadę na szkolenie. Ono jest gdzieś dalej. Wracamy wszyscy jednym samochodem , więc nie wiem, o której będę w domu. Może zdążę, a może nie. Nie chcę ryzykować. -- wyjaśniła mama Karolina .
-- A teraz spieszę się do mojej mamy. Coś dzisiaj słabo się czuje. Muszę sprawdzić, czy jej czegoś potrzeba. Skoczę jeszcze do sklepu. Muszę też przygotować obiad. To pa! Do jutra! Dziewczynki pożegnajcie się z babcią.
-- A z dziadkiem? -- zapytała rezolutnie Maja.
-- Czy widzisz tu dziadka? -- zapytała Julia.
-- Babciu, gdzie jest dziadek? Dzisiaj nie było puk-puk !-- przypomniała Maja.
-- Po świętach starczy wam słodyczy i nie ma żadnego puk-puk. Później nie chcecie jeść niczego innego. Nadmiar cukru jest niezdrowy. Ubierajcie kurtki. Szybko, bo się śpieszę.-- Mama była nieugięta. Nie reagowała na słodkie i przymilne minki Mai.
-- No dobrze! -- zrezygnowana Maja od niechcenia zakładała kurtkę. Nie śpieszyła się.
--Może tak nabrałabyś tempa, bo ja naprawdę się śpieszę. Ty zjadłaś w przedszkolu obiad. Julia zjadła obiad w świetlicy, a ja jestem głodna. Muszę zrobić zakupy. I jeszcze trzeba zajrzeć do babci Jadzi. Minie co najmniej godzina, jak będziemy w domu.  Padnę z głodu i co? Kto wtedy o was zadba. Tata pracuje do późna. -- tłumaczyła mama Karolina.
-- To wtedy będzie dbała o mnie Julka! Przecież ona potrafi zrobić jedzenie. Ma nową książkę kucharską . -- stwierdziła beztrosko Maja.
-- Majka, ale bzdury gadasz. Pewnie, że potrafię zrobić coś do jedzenia, ale nie będę ciebie obsługiwała. Zachowujesz się jak księżniczka. Ja nie jestem twoją służącą. Chodź już! Może u babci Jadzi jest dzisiaj Zosia. -- powiedziała Julia.
Ten argument był przekonujący. Dziewczynki uwielbiały swoją małą kuzynkę. Obydwie chętnie przebywały z małą dziewczynką, która wpatrywała się w nie  jak w obraz i była równie szczęśliwa, gdy mogły się razem bawić.

 -- Jutro mamy bojowe zadanie. Musimy odebrać nasze małe sroki. Majkę z przedszkola, a Julkę ze świetlicy. -- poinformowała babcia dziadka Jędrka, gdy wieczorem wrócił do domu.
-- To dobrze się składa. Weźmiemy je do sklepu. Julia będzie mogła wybrać sobie kształt kolczyków. W poniedziałek jedzie przecież na zieloną szkołę. Więc to ostatni dzwonek. -- stwierdził dziadek .

        Następnego dnia dziadek Jędrek wrócił z zakupów smutny i trochę zły. Babcia uważnie popatrzyła na niego i zapytała.
-- Co się stało? --
-- A nic! - odpowiedział dziadek i sapiąc poszedł do ogrodu. Za kwadrans przyszedł z powrotem.
Humor miał lepszy, ale w jego oczach czaiła się odrobinka smutku.
-- No powiedz, co się stało? -- babcia nie dawała za wygraną.
-- Julka do mnie dzwoniła. Powiedziała, żebym jej nie odbierał, bo idzie do babci Jadzi. --  stwierdził z żalem.
-- A Karolina wie o tym ? -- dopytywała babcia Bogusia.
-- Nie wiem, czy wie. -- odpowiedział dziadek.
-- To zadzwoń do niej. Musi wiedzieć gdzie i z kim ma być jej dziecko. Przecież ma do nas przyjść po obie dziewczynki. Będzie się musiała wracać.
-- Masz rację. Zaraz zadzwonię. Teraz idę do ogrodu. Mam dużo roboty. Szkoda, że z Julką nie pojedziemy do sklepu. Będziemy musieli zrobić zakupy sami. A Jula będzie musiała nosić to, co jej wybierzemy. -- powiedział ze smutkiem.
-- W takim razie ja pojadę po Maję. Nie ma potrzeby, abyś odrywał się od pracy w ogrodzie. A teraz idę do kuchni robić obiad. -- powiedziała babcia i poszła obierać jarzyny.
W kuchni, przy prostych pracach domowych najlepiej się jej myślało. Zatopiła się więc w myślach. Zastanawiała się, dlaczego i jej zrobiło się smutno. Odkryła, że to z powodu zachowania Julii. Już parokrotnie dziewczynka umawiała się z nimi i w ostatniej chwili zmieniała plany. Z boku można było nawet pomyśleć, że Jula świadomie wybierała towarzystwo innych osób, nie patrząc na rozczarowanie babci i dziadka, którzy lubili przebywać z wnuczkami.
-- Muszę o tym z nią porozmawiać. -- postanowiła babcia.  -- Najlepiej problemy rozwiązywać, a niejasności wyjaśniać .
Ubrała się i pojechała po Maję. W szatni przedszkola było parę osób, pomagających swoim dzieciom w ubieraniu się. Babcia poinformowała, że przyszła po swoją wnuczkę Maję. Maja w tym momencie świetnie bawiła się. Tańczyła z koleżanką. Ale dostrzegła babcię , z radością pożegnała się i podbiegła do babci.


-- A gdzie dziadek ? -- zapytała Maja.
-- Zajęty jest pracami ogródkowymi. -- odpowiedziała babcia.
-- Pojedziesz ze mną do Rossmana, bo muszę kupić parę kosmetyków. -- dodała .
-- Pewnie, a jedziemy po Julkę?
-- Nie. Julę dzisiaj odbiera ktoś inny. Nie wiem kto. -- dodała babcia Bogusia.
-- No to ona pewnie znowu coś namieszała. -- stwierdziła autorytatywnie Maja.
Podjechały do sklepu i okazało się, że trafiły na promocję. Błyszczyk, który opakowany był w uroczą  fioletową sówkę był tani i bardzo podobał się Mai, więc babcia stwierdziła, że wnuczka zasługuje na mini prezencik.
-- Mamusiu! Zobacz co dostałam od babci. W nagrodę, bo nie marudziłam. -- Maja pokazywała prezent Mamie Karolinie, która właśnie z Julą podeszły pod dom.
-- To miłe. Widzisz, bardzo się opłaca być grzecznym. -- uśmiechnęła się mama.
-- A ty Julka gdzie byłaś? -- dopytywała Maja.
Julia machnęła ręką, jakby chciała od siebie odgonić naprzykrzającą się muchę. Spojrzała na babcię.
Babcia starała się nie zauważać niepewnego spojrzenia dziewczynki.
-- Wiesz, Karolinko -- zagadnęła -- szkoda, że nie odbieraliśmy Julii, bo wtedy z Mają i Julą moglibyśmy podjechać po kolczyki. A tak , nie będzie kiedy. W poniedziałek wyjeżdża!
-- Masz rację. Już z nią rozmawiałam o zrywaniu umów. Ale myślę, że dzisiaj jeszcze macie trochę czasu. Możecie teraz podjechać do sklepu. Ja wezmę Maję do domu.
-- Wiesz babciu, sfrajerowałam się. -- powiedziała Julia, gdy wracali ze sklepu. Małe delfinki , które spodobały się dziewczynce spoczywały w torebce babci i czekały na ten dzień, w którym ozdobią uszka Julci.
-- Chciałam was przeprosić. -- dodała. -- Za to, że zrobiłam was w konia i odbierała mnie babcia Jadzia. To ja zadzwoniłam do babci, bo myślałam, że dzisiaj Zosia będzie u babci. Nie poszłam więc do świetlicy, tylko do Babci Jadzi, ale okazało się, że Zosi już tam nie było, a ja  musiałam kiblować sama, aż do powrotu mamy. Miałam za swoje!
-- A my myśleliśmy, że nie lubisz do nas przychodzić. -- stwierdziła babcia. -- I było nam z tego powodu bardzo przykro.
-- Babciu, to nie o to chodzi. Ja was bardzo lubię, tylko lubię też bawić się z Zosią. Myślałam, że wszystkich przechytrzę. Miałam taki chytry plan.
-- I o mały włos dwa razy byś straciła. -- zaśmiał się dziadek. -- No tak! Bo po pierwsze, jak powiedziałaś, sama musiałaś parę godzin kiblować u babci. Po drugie to jakbyśmy sami wybrali ci kolczyki, to z pewnością nie chciałabyś ich nosić. Ja wybrałbym ci najbrzydsze, jakie były. Skoro nie byłaś zainteresowana....





piątek, 21 kwietnia 2017

Kic, kic z zajączkiem

 
- Czy jest ktoś w domu? Gdzie jesteś babciu? Chcę się schować, bo uciekłam tym maruderom moim rodzicom. Oni się czołgają, a nie idą. -- babcia Bogdusia usłyszała zasapany głos Julii, dochodzący z korytarza. Zanim odpowiedziała, dziewczynka wpadła do pokoju i schowała się pod suto zastawionym wielkanocnym stołem.
-- Dobrze, że wczoraj odkurzyłam i wytarłam podłogę, bo wyfroterujesz mi rajstopami wszystkie płytki. Nawet gdyby jakiś kurz się przyczaił, z tobą nie ma szans. Wszystko zgarniesz. Jednak uważam, że rodzice i tak ciebie znajdą pod tym stołem. Obrus jest krótki. -- stwierdziła babcia i poszła do kuchni nastawiać wodę na herbatę.
-- Ja to mam strasznego pecha. Jak mam szansę schować się przed mamą i Majką, to na stole leży krótki obrus, ale może jest chociaż odrobinka szansy na to, że zajmą się jedzeniem i nie zauważą, co jest pod stołem. -- zastanawiała się dziewczynka.
-- Myślę, że jak na stole postawię talerz z babeczkami, to może od razu zajmą się łasuchowaniem i zostaniesz niezauważona. -- roześmiała się babcia.
-- O, co to, to nie! Babeczki w większości są moje. Powiedziałam wczoraj, że będę je żarła i żarła . Nikomu nic nie zostawię. --  krzyknęła spod stołu Julka.
Babcia Bogusia usłyszała, że woda w czajniku zagotowała się, więc poszła zalać  esencję w imbryczku. Właśnie wnosiła do pokoju dzbanek ze świeżo zaparzoną herbatą, gdy w korytarzy zjawili się rodzice Julii i Maja.
-- Babciu, a czy był już u ciebie zając? -- zapytała Maja. -- A gdzie Julka? Pewnie się schowała, jak to ona. Ale zaraz ją znajdę. Julka wychodź, bo nic nie dostaniesz od zająca. On tak jak Mikołaj przynosi słodycze tylko grzecznym dzieciom, a ty nie jesteś specjalnie grzeczna, jak się chowasz pod stołem.  To głupie.
-- No to po co się do mnie gramolisz, jak to takie głupie. Wyłaź spod stołu. No to co, babciu, z tym zającem? -- zapytała Julia wychodząc spod stołu. Zobaczyła, że Maja rozsiadła się pod stołem i puściła do babci konspiracyjne oczko. -- Widziałaś zająca, co ?
-- Oj, chyba mi coś szarego mignęło w ogródku, gdy zrywałam tulipany. Jednak przypuszczam, że to był zając pośpieszny, z prezentami dla innych dzieci. Wasz zając będzie osobowy i przykica jak zwykle około trzynastej, a może nawet będzie spóźniony. -- rozmyślała na głos babcia.
-- A kiedy przyjadą Kacper, Kajtek i Kornel? No i oczywiście ciocia z wujkiem? -- dopytywała Jula.
-- Myślę , że tak jak i osobowy zając. -- odpowiedziała babcia, stawiając na stole talerzyki.
-- Proszę sztućce, poukładaj koło talerzy. -- wręczyła Julii cały pęk widelców  i noży. -- Małe łyżeczki i widelczyki do ciasta są w szufladzie. Policz ile trzeba i daj Mai, aby dołożyła resztę.
Za kwadrans usiedli do spóźnionego drugiego śniadania. Babcia zdążyła rozlać do filiżanek herbatę, gdy rozległ się dzwonek i po chwili do mieszkania  weszli pozostali goście.
- Kajtek i Kornelek! Oj, jak fajnie, że już jesteście. -- Julka już była przy chłopcach i pomagała najmłodszemu rozbierać kurtkę.
-- A ze mną się nie przywitasz? -- dopominała się uwagi ciocia. -- I z wujkiem oraz Kacprem. Dzień dobry Juleczko!  -- uśmiechała się do Julii ciocia.
-- Dzień dobry ciociu, wujku, i chłopaki. -- do przedpokoju weszła Maja. -- Czy widziałaś może po drodze zająca?
-- Witaj moje słonko! Daj buziaka! Widzieliśmy parę zajączków. Więc chyba niedługo i u was będą. Na dworze słoneczko, to łatwiej im będzie pochować w ogródku prezenty. Ale najpierw zjemy z wami drugie śniadanie i złożymy sobie świąteczne życzenia.-- powiedziała ciocia.
Po godzinie , gdy wszyscy już zjedli śniadanie i deser, babcia z ciocią wymknęły się do pokoju, aby przygotować prezenty dla dzieciaków. Wujek z dziadkiem  pochowali pakunki w różnych zakamarkach ogródka. Po prostu jak co roku pobawili się w pomocników zająca.
-- W ogrodzie grasują zające !! -- Padło od drzwi hasło, na które  dzieciaki zerwały się z dywanu, poubierały kurtki i pobiegły do ogrodu szukać kolorowych paczuszek.
Za parę minut , gdy ciocia  Stella z babcią Bogusią opowiadały sobie, co nowego zdarzyło się u każdej z nich, do mieszkania wpadł zdyszany Kajetan.
-- Tak słabo schowaliście mi paczkę. Julka od razu ją znalazła. Życzę sobie powtórki!  -- powiedział oddając paczkę i wyszedł z powrotem do ogrodu.
-- No Kacper, rusz się z kanapy i schowaj bratu paczkę tak, aby trudniej było mu znaleźć! -- ciocia Stella wręczyła Kacprowi pakunek.
-- Ale ja jestem za stary na zabawę w zająca. Niech dzieciaki się bawią. -- Kacper skrzywił się i nie kwapił, aby wykonać polecenie swojej mamy.


-- Jako szesnastolatek możesz spokojnie zastąpić tatę w schowaniu prezentu ! -- roześmiała się ciocia.
-- To odpowiedzialne zajęcie. Zrób to dla brata. Niech ma zabawę.
-- No dobra! Niech ci będzie. Ale robię to tylko dla ciebie. -- skapitulował Kacper i poszedł z paczką do ogrodu.
Minęło kilkanaście minut. Nagle do mieszkania wpadł Kajetan z Julią i Mają. Dziewczynki niosły kolorowe pakunki . Kajetan patrzył z wyrzutem.
-- No i gdzie moja paczka? - w głosie chłopca  słychać było rozczarowanie.
-- A skąd możemy wiedzieć? Szukaj! -- odpowiedziały chórem babcia i ciocia.
Dzieci wybiegły z mieszkania. Za moment do przedpokoju wbiegł Kacper. Pod połami kurtki chował paczkę brata. W oczach miał  niepewność.
-- Nie mogę znaleźć miejsca na prezent. Chyba nic nie wymyślę. -- stwierdził nerwowo.
-- Ukryj  z przodu ogrodu. Włóż w krzaki, czy pod samochód. No, rusz głową! -- ponagliła go babcia.
Kacper wyszedł. Babcia podeszła do okna. Widziała Kajetana, Julię i Maję, przetrząsających krzaki rosnące wokół trawnika. Dzieci nic nie znalazły i pobiegły do sadu. Z zza węgła domu wyłonił się Kacper. Podbiegł do żywopłotu i schował prezent dokładnie w tym miejscu, w którym przed momentem szukały dzieci. Spokojnie poszedł do domu. Opowiedział mamie i babci , że cały czas skradał się za Kajetanem i nie mógł się zdecydować, które miejsce będzie najlepsze.
-- No tym razem się postaraliście! -- krzyczał od drzwi Kajetan. W głosie miał zadowolenie i radość.
Kornelek biegał za wszystkimi dziećmi  i bawił się świetnie , zaśmiewając do rozpuku. Później zajadał się z wszystkimi czekoladowo- orzechowymi babeczkami. Babcia zrobiła ich tyle, że każdy mógł jeść i jeść, a jeszcze ich sporo zostało.


wtorek, 11 kwietnia 2017

Kto się popisuje przed urodzinami

 -- Halo, czy jeszcze w niedzielę będziecie w domu? Czy moglibyśmy wam podrzucić dziewczynki? Chcielibyśmy pojechać z przyjaciółmi do Katowic, a wiesz, że z dzieciakami to żaden wyjazd. -- babcia Bogusia w słuchawce  usłyszała  głos swojego syna. -- Oczywiście dziewczynki nie mogą się doczekać aby przyjść do was. To jak, mogę je w południe podrzucić ?
-- Oczywiście, że możesz. Wiesz, jak lubimy się wspólnie bawić w sklep. Julka ma talent do handlu. Mogłaby sprzedać mnie, Jędrka  razem z wami w promocji. -- roześmiała się babcia. Chciała jeszcze dodać, że lubi lekcje tańca, które fundują jej wnuczki, ale zorientowała się, że połączenie zostało przerwane.
-- I co, jutro mamy dziewczynki? -- zapytał dziadek Jędrek. -- To dobrze, bo od razu damy Mai prezent urodzinowy. Szkoda, że nie będzie nas na jej święcie.
-- Pewnie, że szkoda, ale za to Maja będzie dwa dni świętować. -- powiedziała babcia i poszła do kuchni miesić ciasto urodzinowe.
W niedzielne południe babcia usłyszała dzwonek u drzwi i do przedpokoju weszła Maja.
-- Julka jest na ogrodzie. Zobaczyła dziadka i pobiegła na huśtawkę. Musi się popisać, bo zna nową sztuczkę. Ona zawsze się popisuje. Chyba z nią dłużej nie wytrzymam. -- stwierdziła Maja.
-- A ty nie chciałaś zostać w ogródku? -- zapytała babcia.
-- Może później. Teraz chciałam trochę pobyć sama. Muszę od niej odpocząć.  Już mnie głowa boli od jej chwalenia się. Idę do naszego pokoju.-- poinformowała babcię Maja i za chwilę babcia Bogusia usłyszała otwierające się drzwi szafy z zabawkami.   Babcia pomyślała sobie, że ma chwilę czasu, aby spokojnie przygotować obiad.
Zajęta obieraniem ziemniaków nie usłyszała otwierających się drzwi wejściowych. Dopiero głośne
--Puf! -- uświadomiło jej obecność w domu drugiej wnuczki. Zamyślona podskoczyła, co ucieszyło dziewczynkę.
-- Ale się wystraszyłaś ! -- stwierdziła z zadowoleniem i na głos roześmiała. --  I dobrze , bo co za sens ma straszenie, gdy nikt się nie boi.
-- Co robisz? -- zajrzała pod pokrywkę.
 -- A ręce myłaś po grzebaniu w ziemi ?--  zapytała babcia.
-- Nie myłam, ale nie grzebałam w ziemi, tylko w trawie  i stałam na rękach . To moja nowa sztuczka. No wiesz, wchodzisz na huśtawkę, i łapiesz się nogami, a potem zwisasz w dół. I stajesz na rękach na trawie. Umiesz tak? -- zapytała.
-- Julka, no co ty mówisz. Babcia nie może umieć wisieć na huśtawce, bo huśtawka jest tylko dla dzieci. Pomyśl trochę i się nie popisuj. -- zza kuchennych  drzwi usłyszały głos Mai.
-- Ja się nie popisuję, tylko pytam. Może babcia potrafi stać na rękach, co? Poza tym nie wtrącaj się do rozmowy innych . Mama zawsze mówi, że nie można nikomu przerywać i wtrącać się, jak ktoś rozmawia. --  powiedziała Julka.
-- A ty to od kiedy jesteś taka mądra? Mama ciągle ci to mówi, a dalej się wtrącasz. Tylko teraz tak mówisz przy babci. To jest niesprawiedliwe, prawda babciu?
-- Dziewczynki, to co mówi wam mama jest ważne. Nie powinno się innym przerywać rozmowy i wtrącać się. Dotyczy to dzieci i dorosłych. Taka jest zasada dobrego zachowania. A teraz idź Juleczko do łazienki i umyj ręce, bo masz na nich całe stada bakterii. -- skwitowała babcia Bogusia, wracając do gotowania.




-- A gdzie jest prezent dla Mai? -- dopytywała Julia wchodząc z powrotem do kuchni.
-- Czy ktoś tu mówi o prezencie? -- zagrzmiał z przedpokoju wesoły męski głos dziadka Jędrka.
-- Jakiś prezent jest dla mnie może? -- dodał dziadek.
-- A czy to twoje urodziny? -- Maja znowu była w kuchni. -- No to co z tym prezentem? --dodała .
Klaskała w ręce i podskakiwała na palcach.
-- Chodźcie dzieciaki, gdzieś tam w pokoju coś dla Mai się znajdzie. Tylko odstawię ziemniaki. -- powiedziała babcia.  Za moment Maja dostała kolorową paczuszkę.
-- Pokaż co masz? -- zaglądała jej przez ramię Julia. -- A dasz się pobawić?
-- Julka, z tobą tak zawsze. Daj mi zobaczyć co dostałam. W końcu to mój prezent. -- oburzyła się Maja.
-- To sobie oglądaj. Jesteś egoistką. -- obrażona Julia  straciła zainteresowanie prezentem.
-- Chodź Juleczko . Pomożesz mi nakryć do stołu .  Jesteś świetną pomocnicą. Bardzo lubię , jak nakrywasz stół. Czas na obiad.  Niech Maja nacieszy się prezentem. Później z pewnością da ci się pobawić, a książeczkę przeczytam wam obu.-- powiedziała babcia.
--  No dobrze. Ona jest jeszcze mała. -- zgodziła się Julia i ochoczo zabrała się do noszenia talerzy,
-- Kto idzie ze mną do ogrodu? -- zapytał po obiedzie dziadek.
--Wszystkie pójdziemy! -- uśmiechnęła się babcia. -- Taka piękna pogoda. Zobaczymy, czy idzie wiosna.
-- Babciu, ale pójdziesz pod huśtawkę i zobaczysz, co potrafię. -- dopominała się o uwagę Julia.


-- Pewnie, że pooglądam twoje wygibasy. -- zaśmiała  się babcia ubierając kurtkę. Za moment obydwie dziewczynki buszowały po ogrodzie.



Ciasto z jabłkami wszyscy zjedli po powrocie mamy i taty dziewczynek. A później dokładkę. Babcia Bogusia przeczytała dziewczynkom całą książkę o przygodach Basi i jej koleżanki Anielki I zrobiło się bardzo późno.
-- No dziewczynki. Czas się ubierać . Idziemy do domu! -- powiedziała mama Karolina. Tata był najszybciej gotowy. Dziewczynki niechętnie wracały do domu. Miały jeszcze ochotę na zabawę w sklep.
-- To chodź jeszcze do ogrodu. Pokażę ci moją sztuczkę! -- powiedziała Jula ubierając buty.
-- Za ten czas Majka się ubierze.
-- Nie mamy czasu na ogród. -- zmęczona Mama chciała jak najszybciej znaleźć się w domu.
-- Będzie szybciej jak jej pomogę. -- dodała.
-- Tylko na chwilkę. Proszę. Pils! -- Jula nie chciała dać za wygraną.
-- No dobrze, ale tylko jeden raz pokazujesz sztuczkę. -- skapitulowała.



piątek, 10 marca 2017

kto kim będzie i co kto musi

--Wiesz kim będę, jak będę taka duża jak mama i tata? -usłyszała babcia Bogusia wchodząc do kuchni. Głos Julii dochodził z przyległego pokoju, w którym dziewczynki bawiły się.
-- No kim? Bo mało mnie to obchodzi! -- Maja wyraźnie nie potrafiła się zdecydować, czy powinna być dla siostry nieuprzejma i odegrać się, czy zaspokoić swoją ciekawość. Dziewczynki od przyjścia do babci wyraźnie stały po przeciwnych stronach barykady, którą był ich pokój. Julia była w złym humorze i " rządziła się", a tego Maja nie lubiła. Poza tym dzisiaj nastawiona była ugodowo, bo zapas energii zużyła w przedszkolu. Musiała udowodnić Zuzi, że potrafi tak samo dobrze narysować strażacki samochód, jak Stasiu. Zuzia zawsze potrafiła Maję czymś zdenerwować. I tym razem było zupełnie tak samo. Mimo, iż Maja starała się narysować samochód wyjątkowo wiernie, bo dobrze zapamiętała poszczególne elementy na czerwonym pojeździe, który niedawno oglądali w Remizie Strażackiej, Zuzanna powiedziała, że dziewczyny nie znają się na samochodach i rysunek jest do bani. Maja najpierw krzyczała, że jej rysunek jest bardzo ładny, a Stasia trochę krzywy, a później obraziła się na Zuzię.
 -- Jestem obrażona  na ciebie na śmierć i życie! -- mówiła pochlipując, bo zrobiło jej się naprawdę przykro. Dopiero pani Urszulka pogodziła całą trójkę mówiąc, że Maja na rysunku  dobrze oddała wszystkie elementy samochodu, tylko trochę kolor jej nie wyszedł. U Stasia jest mniej elementów , ale za to jego samochód jest naprawdę czerwony. Jej zdaniem jest remis. W nagrodę za piękne rysunki dała wszystkim po dwa cukierki. Zaproponowała, aby dziewczynki podały sobie dłonie na zgodę. Odpadł więc powód obrazy na śmierć i życie. I nagle okazało się że jest koniec zajęć. Po Maję przyszedł dziadek, a po Zuzię mama. Z dziadkiem Mai było jak zwykle bardzo wesoło i zapomniała o zdarzeniu, aż tu nagle przyszła Julka.
-- No, to jak już tak bardzo chcesz wiedzieć, kim będę, to powiem ci, tylko za mnie posprzątasz zabawki. -- powiedziała Jula.
-- Babciu, ona chce mnie wykorzystać! -- zawołała Maja  -- Ona myśli, że jestem takim dzidziusiem, który jest głupiutki i nie rozumie życia.
-- Juleczko, nie można tak traktować młodszej siostry. Czy jak ja ciebie się zapytam, o to samo, to również usłyszę, że mam za ciebie sprzątać?
-- Babciu, ty to co innego. Ty sama masz swoje obowiązki, a Maja jest śmierdzącym leniem, który ciągle tylko mówi do mamy, aby za nią sprzątała. I wtedy wcale nie uważa, że jest duża.
-- Dla mnie nie jest to wystarczająco dobry argument, poza tym sama jestem ciekawa, kim chcesz zostać w przyszłości. -- babcia nie dała za wygraną.
-- No to już ci powiem, ale pod warunkiem, że Majka też powie, kim chce zostać! -- Załagodziła Julia.
-- No co, Majeczko, czy możemy się na to zgodzić? -- Babcia zwróciła się teraz do młodszej wnuczki.
-- Dobra, ewenturalnie możemy na to się zgodzić. -- odpowiedziała.
-- Nie mówi się ewenturalnie, czy jakoś tak, tylko ewentualnie. -- ostatnie słowo jak zwykle należało do Julii.
-- Dobra, ale ty pierwsza! -- powiedziała Maja.
-- No to ja będę słynna śpiewaczka i tancerka. -- powiedziała Jula i dodała-- jak chcecie, to mogę wam zaraz coś zaśpiewać i zatańczyć.
-- No pięknie! To przygotuj występ, ale za chwilę, bo teraz Maja nam powie, kim chce zostać. --
powiedziała babcia.
-- Eeee, -- stękała Maja.
-- Ona tak zwykle. Ma spóźniony zapłon. -- Julia była bezlitosna.
-- Nieprawda. Ty jesteś dla mnie niedobra, a ja chcę zostać opiekunką w przedszkolu, taką panią Ulą, która zawsze pogodzi dzieci i nauczy je rysować, tańczyć, śpiewać i ma bardzo dużo cierpliwości. Ty byś nie mogła być taką panią, bo do takich młodszych dzieci jak ja, w ogóle nie masz podejścia. -- stwierdziła Maja -- I w przyszłości, to będę  opiekowała się twoim synkiem, lepiej niż jego mama.-- dodała.
-- A ja nie będę miała synka, tylko córeczkę i dam go do innego przedszkola. -- Jula  odegrała się na siostrze.
-- Ale będziesz musiała do mnie przychodzić i tak, bo po przedszkolu będę pracowała w kasie w Biedronce. I będziesz musiała zapłacić za towar, który sobie kupisz. -- stwierdziła  Maja, wydymając usta.
-- To pójdę do innej kasy.  -- odpowiedziała Jula.
-- A jak tylko jedna kasa będzie otwarta, bo nie będzie innych pracowników? --
Na to stwierdzenie Julia nie odpowiedziała.
-- Wiesz, ona jeszcze nie rozumie tego świata. -- powiedziała do babci Jula,  machając lekceważąco ręką. -- Ona myśli, że można tak cały dzień tylko pracować.
-- A kto zajmie się twoim mężem i twoimi dziećmi? -- zapytała siostry -- Taki dom bez żony i mamy jest zdeminizowany, zdeformowany.... -- zastanawiała się nad odpowiednim określeniem.-- No, powiedz mi to słowo, ty znasz dużo ważnych słów. Plis... -- popatrzyła błagalnie w oczy babci.
-- No chodzi mi o to, że dzieci są źle wychowane, a mąż to tylko ma pretensje i czepia się. -- wyjaśniła.
-- Ja myślę, że chodzi ci, o to , że dom jest niedopilnowany. Jednak tak nie zawsze jest. Jak mamy dużo pracują, to wtedy tatusiowie mniej pracują i to oni dopilnują dzieci, gotują obiady. Teraz w rodzinach jest inaczej. Wszyscy członkowie rodziny  powinni sobie pomagać. A dzieci też powinny brać udział w pracach domowych.-- wyjaśniła babcia.
-- Jak ty i dziadek? -- zapytała Maja
-- Majka, znowu nie rozumiesz!  Babci chodzi o takie nowe rodziny z małymi dziećmi. Tam gdzie mamy i tatusiowie pracują. Babcia i dziadek mają więcej czasu, to mogą robić co chcą. Nawet nas pilnować jak chcą. Bo rodzice to muszą, a oni nie muszą.  I taka jest różnica. Rozumiesz?
-- Babciu, a gdzie znajdę twoje cieniutkie szaliki, bo muszę sobie przygotować strój do występu.
Muszę trenować, bo będę sławną tancerką i piosenkarką, a bez pracy nie ma kołaczy !-- zaśpiewała i pobiegła szukać w szafie szalików.

środa, 8 lutego 2017

O porządkach, które nie chcą się same zrobić, testowaniu butów i tańcu



         -  Rien, je ...
Piosenka Edit Piaf wdarła się w ciszę sobotniego poranka. Dziadek, który  przeglądał poranne wiadomości oderwał wzrok od artykułu i pytająco spojrzał na żonę. Ponaglona jego spojrzeniem babcia Bogusia zerknęła na ekran telefonu, z którego dobiegał dźwięk starej piosenki.
        -- Karola? - zapytała, przyciskając zieloną słuchawkę.
        -- Nie.  To ja babciu! Dzień dobry!  -- usłyszała głos wnuczki.
        -- Witaj kochanie. Widzę, że stęskniłaś się za nami. --radośnie  przywitała wnuczkę.
        -- Babciu, a czy mogłabym przyjść do ciebie? -- zapytała Jula.
        -- Nie mam nic przeciw twoim odwiedzinom, ale co na to mama? --  odpowiedziała pytaniem babcia.
        -- No, to ja dam tobie mamę.  -- skwitowała Jula.
Za moment babcia usłyszała w słuchawce jakieś szumy i głos synowej.
        -- Witaj! Jula mówi, że chciałaś ze mną rozmawiać. Mam nadzieję, że to nie kolejny jej wykręt  i nie uchyla się od sobotnich porządków.  Dziewczyny dziesięć minut temu zrobiły w swoim  pokoju kipisz. Jula właśnie odsunęła swoje biurko. Nie pytaj mnie co znalazłam za nim. Czy właśnie chodzi o wykręcenie się od porządków?
        -- Chyba twoja córka właśnie włożyła mnie w swoje buty, czyli po prostu wmanewrowała w negocjacje. Nie wiem, jakie masz dla dziewczynek plany na sobotę, ale nie mam nic przeciw temu, aby mnie odwiedziły, gdy tylko wykonają swoje obowiązki. Jeśli masz inne plany, to odłożymy to na jutro albo inny dzień. -- informowała babcia.
        -- Jeśli nie masz nic przeciw temu i masz wolne popołudnie, to wolałabym aby Jula przyszła do ciebie po południu, a co z Mają?  Wiesz, że jak się dowie, że Jula idzie do ciebie,  to nie odpuści.
        -- Przecież zapraszam obydwie, oczywiście dziś po zrobieniu porządków. A z tobą  zobaczymy się jutro, tylko zadzwoń, jak małe będą wychodziły z domu. Wyjdziemy przed furtkę, aby popatrzeć, czy idą. To cześć! -- dodała i wyłączyła telefon.
        -- Słyszałem, że będziemy mieli sobotę z pannami. -- roześmiał się dziadek Jędrek. -- No to nie będziemy się nudzili. Fajnie, bo już się za nimi stęskniłem. To teraz idę do piwnicy. Mam trochę prac porządkowych. O której obiad? Dopytuję, bo chcę wszystko dobrze zaplanować. -- dodał uspokajająco. Po czym odłożył gazetę i wyszedł do piwnicy, zostawiając babcię z sobotnimi porządkami i obiadem.
          -- Babciu, a Julka  walnęła do kałuży! -- krzyczała od drzwi Maja.
         -- I ma wielką dziurę na kolanie. Bo ona szła po kałużach. Ja też na początku szłam po kałużach, ale nie walnęłam!  --  chwaliła się dziewczynka. -- Mówię ci, ale ma wielkie dziursko, aż jej kolano widać. W nowiuteńkich rajstopach. Ale sobie narobiła! Po co ona po tych kałużach łaziła?         -- A po co ty po kałużach chodziłaś, mogę wiedzieć? -- zapytała babcia.
        -- Ja to miałam powód, a chcesz wiedzieć jaki? --Maja tym razem była bardzo rozmowna.
        -- No, to nie trzymaj mnie w niepewności i wyjaw mi ten powód. -- śmiała się babcia przytulając Maję.
        -- Ty to chyba nie traktujesz mnie poważnie. A ja naprawdę miałam powód naukowy. --  Maja wydęła usta. -- Po prostu testowałam nowe buty. Te, które rodzice kupili mi w Karolince. Popatrz jakie to śmieszne, mama Karolinka kupiła buty w Karolince. I one miały być nieprzewodzące wodę.
To też jest śmieszne. Nieprze-wo-dzą-ce wodę! -- powiedziała z poważną miną.
        -- Chyba nieprzemakalne! Babciu, ona jest naprawdę dziecinna! Nawet nie wie , że buty są nieprzemakalne. -- Do kuchni wpadła Jula . Na kolanie miała wielką dziurę.
        -- Babciu ona się przezywa. Ja nie jestem dziecinna. Ja jestem mądra. I nie mam dziury na kolanie. -- Maja wystawiła kawałek języka.
        -- Nie wystawiaj języka, bo ci krowa nasika. -- Julia nie była dłużna swojej siostrze.
       -- Babciu! Ona znowu się przezywa. -- Maja była bardzo rozżalona. Obróciła się na pięcie i poszła do dziecięcego pokoju.


         -- Łe ! Obrażalska! -- powiedziała Jula i również wystawiła język.
        -- No, nie! -- zaprotestowała babcia -- Nie będziecie mi tutaj wystawiać jęzorków, bo w kuchni atmosfera musi być spokojna. Przez wasze języki ciasto nie wyrośnie.
        -- To chyba jakieś dziwne ciasto. Jeszcze nie słyszałam o takim. Mama mówiła, że będziemy dzisiaj piekły ciastka, ale to nudne, bo już piekłyśmy. Takie z powidłami i później mnie język szczypał po tych powidłach.
        -- No właśnie! Bo te ciasteczka też były z takiego zaczarowanego ciasta. To dlatego, że wystawiacie języki. Dzisiaj dlatego musimy zrobić ciasto z czekoladą, a nie z powidłami. Nie ma szans na ciasteczka z powidłami, bo wystawiałyście język! -- zaśmiała się babcia i poszła przygotowywać składniki na niedzielne ciasto.
        -- Babciu, a czy my dzisiaj możemy poćwiczyć wspólnie układ taneczny. Obiecałaś z nami potańczyć.  Przyniosłam strój do salsy i drugi do trenowania. -- Julia prezentowała czarna szyfonową bluzeczkę i spódniczkę. Wszystkie stroje  wykładała z torebki i starała się ułożyć na blacie kuchennym.
        -- Won mi od miski z ciastem! -- roześmiała się babcia i dodała -- Tutaj mam dodać czarną czekoladę, a nie szyfon, bo nie strawimy tego specjału.
        -- Babciu, ona jest beznadziejna! -- Maja stanęła w drzwiach kuchni. Nie wie, że w kuchni muszą być hingeliczne warunki.
        -- A ty na pewno wiesz! Jak jesteś taka mądra, to dlaczego nie mówisz higieniczne, a nie jakoś tak głupio, jak powiedziałaś. Ona ciągle się tylko wymądrza! Już z nią nie wytrzymuję!
        -- Ja z tobą też nie wytrzymuję. Poza tym nie bawię się z tobą, bo ciągle tylko mnie traktujesz jak dzidziusia, a ja jestem duża.
        -- Duża jak topola i głupia jak fasola. -- stwierdziła Jula . -- I chodzisz do przedszkola pod topolą.
        -- Babciu, ona znowu się przezywa! I obraża moje przedszkole! -- 
        -- Koniec z tymi słownymi przepychankami! Jula dawaj rajstopy, zszyję dziurę. I chodź ze mną . Musimy dobrać odpowiedni kolor nici. A ty Majeczko przygotuj miskę na ciasto. Możesz też pochować naczynia do zmywarki. -- Babcia definitywnie zakończyła sprzeczkę pomiędzy wnuczkami.
        -- A teraz musisz nawlec mi igłę, bo u mnie już nie te oczy! Wiesz, kiedyś ja nawlekałam igłę swojej babci. Jak to dawno było! -- zadumała się babcia.
        -- To była chyba prehistoria!  -- stwierdziła Jula , sprawnie nawlekając igłę.
Babcia się głośno roześmiała i wyobraziła sobie siebie, z ogonem dinozaura.
         -- Chodź ze mną moja prehistorio. Musimy zamiesić ciasto. --  powiedziała.
Po paru minutach cała trójka w wielkiej misce mieszała mąkę z jajkami i innymi składnikami.
        -- Ale milutko. Ta mąka jest naprawdę cieplutka i mięciutka!  Ja mogłabym tak mieszać ciasto cały czas.  -- z rozmarzoną miną stwierdziła Maja.
        -- A mnie to już nudzi. Idę umyć ręce. Dawaj babciu to ciasto do pieca i tańczymy. -- stwierdziła Jula.
 Po dwóch godzinach w mieszkaniu pachniało czekoladą i świeżym ciastem. A Jula i Maja pokazywały babci Bogusi nowe figury taneczne.
        -- Już starczy! Jutro poćwiczymy dalej! -- śmiała się zasapana babcia przy dźwiękach "waka waka " Szakiry.
  
       -- Przy Julce i Majce nie sposób się zestarzeć ! -- powiedziała wieczorem do dziadka Jędrka, który właśnie wyłonił się z piwnicznych  czeluści.




         

       

    

poniedziałek, 30 stycznia 2017

o wstydzie, przywarach i współpracy


 -- Babciu wyżej mnie podbijaj! - wołała Jula, huśtając się na placu zabaw. Był ładny, słoneczny dzień, więc Babcia z wnuczką skorzystały ze spaceru na  świeżym powietrzu.
Babcia Bogusia poprawiła kurtkę, która w trakcie popychania krzesełka huśtawki zadarła się do góry i uśmiechnęła się do wnuczki.
-- Jak będę ciebie tak wysoko huśtała , to wyrosną ci skrzydła i odfruniesz. Pozostanę bez wnuczki. - zażartowała.
-- Nie będzie tak źle, bo zostanie ci druga wnuczka. Ale jakby tak było, to tęskniłabyś za mną? - zapytała Jula.
-- No, chybabym z tęsknoty umarła ! - roześmiała się babcia - Szczególnie, że Maja nie jest tobą. Każda z was jest inna i każdą z was bardzo mocno kocham. - dodała.
-- A za co mnie kochasz? - pytała Jula w trakcie wznoszenia się coraz wyżej i wyżej i zaśmiewając się , gdy opadała w dół.
--Ale mnie łaskocze w brzuchu! Fajnie tak, ale odpowiedz na pytanie. -- starała się wyciągnąć z  babci odpowiedź.
-- Widzisz kochanie, kocha się nie za coś, ale przeciwko różnym przywarom!
-- A co to są przywary? Czy to ma coś wspólnego z garami.  Wczoraj mama powiedziała mi, że w różnych regionach Polski jedzenie się warzy, czyli gotuje, a nie odważa na wadze. Bo niby tak się mówi o gotowaniu na Śląsku.  A teraz ty mówisz znowu o jakimś przyważaniu. Czy to coś co leży przy wadze? -- dopytywała.
-- Nie przyważanie, a przywara. To taka nienajlepsza cecha człowieka. Coś, czego u kogoś nie lubisz.-- wyjaśniła babcia i dodała. -- Obie z Mają macie taką przywarę. Nie lubię waszej wzajemnej zazdrości o siebie i konkurowania. Przeważnie nie potraficie ze sobą współpracować, a tylko ciągle konkurujecie. To nie jest fajna cecha.
-- Oj babciu, ja wiem, że powinnam się nią opiekować, bo jest młodsza, ale czasem jest naprawdę wredna. Poza tym ona nie jest małym dzidziusiem, a wszyscy ją traktują jak małego dzidziusia. Jak coś obydwie zbroimy, to przeważnie na mnie wszyscy krzyczą, bo jestem starsza. A ona to już też jest duża. Przecież w tym roku pójdzie do pierwszej klasy. Wiem, że jako sześciolatek ale pani powiedziała, że nada się do pierwszej klasy. I to jest taka jej przywara. Udawanie dzidziusia. -- stwierdziła Julia.
-- A jakie mam jeszcze te przywary? No powiedz mi, za co mnie mogłabyś nie kochać, gdybyś nie chciała mnie kochać. Ale chcesz , prawda? -- upewniła się.
-- Oczywiście, że cały cas bardzo cię kocham  i to bezwarunkowo. Jak coś mi się w twoim zachowaniu nie podoba, to od razu z tobą o tym rozmawiam. I właśnie mówię tobie, że niepokoi mnie wasza niechęć do współpracy. Chociaż widzę, że czasami świetnie potraficie robić coś wspólnie. Podobało mi się, jak razem przygotowałyście piosenkę i razem zaśpiewałyście tę, jak to szło... " wejdźmy na dach". Podobała mi się też twoja choreografia taneczna. Pięknie tańczysz. -- pochwaliła wnuczkę babcia Bogusia.







-- Ale Majka też pięknie tańczy. Sama mówiłaś, że na występach w przedszkolu fajnie się ruszała. -- w głosie Julii babcia usłyszała nutkę żalu i zazdrości.
-- Przecież to nie umniejsza twojemu tańcowi. Moim zdaniem obydwie jesteście uzdolnione wokalnie i tanecznie. Czyli pięknie śpiewacie i tańczycie. Dlatego powinnyście jak najczęściej robić to razem.
Miło patrzeć na dwie śpiewające i pląsające nimfy. Jesteście jak ogień i woda. Maja jest spokojniejsza, ale ma doskonałe pomysły, ładny głos i płynne ruchy. Ty jesteś bardziej żywiołowa i ekspresyjna, pomysłowa oraz uzdolniona wokalnie. --  wyjaśniała babcia.
-- A przede wszystkim Majka nie wstydzi się występowania, co często przydarza się Tobie. Trudno jest Tobie przełamać wstyd przed występem. Przy Mai czujesz się pewniejsza i nie boisz się pokazać innym. Korzystaj z tego. Widzisz, konkurowanie wiąże się ze dodatkowym stresem, a współpraca ten stres niweluje. -- doradzała babcia.
--  Jej to dobrze. Nie boi się występów!  -- stwierdziła Jula z zazdrością w głosie. I dodała. -- To wiesz co, pogadam z Majką i razem przygotujemy dla was występy. Może na walentynki. Ale nie przekonasz mnie, abym z nią bawiła się w sklep. Ona cały czas chce być sprzedawczynią,  a ja też chcę sprzedawać.
-- A co powiesz na to, abyście zrobiły jeden sklep z dwoma stoiskami. Każda z was będzie sprzedawała swoje towary, a ja, mama i tata będziemy kupowali na obu stoiskach? Co ty na to? -- zapytała babcia.
-- Ale masz dobre pomysły! -- zapaliła się do pomysłu Jula. -- To wiesz co? Chodźmy już do domu. Już mam dość huśtawki. Powiem Majce, że w sklep możemy się bawić wspólnie. I obydwie możemy sprzedawać. Później weźmiemy się za chreroglafię. -- Julii trochę pokręciły się słowa. -- No za to co mówiłaś, aby dobrze przygotować tańce. A teraz pokaż mi na telefonie zdjęcie z przedszkola, jak Maja występuje z innymi dziećmi. --


środa, 18 stycznia 2017

na otarcie łez; puk -puk


        - Czeeeść !- usłyszała babcia. Właśnie  kończyła gotowanie obiadu. Głos Juli dochodził od drzwi wejściowych. Po chwili  trzaśnięcie drzwiami i szuranie butów zakomunikowało, że wnuczka wróciła do domu. Poczuła na łydkach podmuch zimnego powietrza. To Julia jak wiatr przemknęła  przez przedpokój.
        - Chodź do mnie i przynajmniej na chwilkę pokaż się! Gdzie tak gnasz? A może na dzień dobry dostałabym buziaka?  - upomniała się o codzienną porcję czułości.
        - Babciu, buziaki to dają maluchy. Ja mogę ci przybić żółwika.  -zaprotestowała Julia  wsadzając głowę do kuchni. Reszta ciała pozostała w przedpokoju.
        - A gdzie jest dziadek? - zapytała babcia i dodała  - Może być żółwik, ale musisz podejść do mnie. Nie mogę odejść od garnków. Muszę mieszać, bo zasmażka się przypali -
Babcia oderwała wzrok od zawartości patelni i uważnie przyjrzała się wnuczce. Dziewczynka miała potargane włosy, spod rozpiętej kurtki wystawał krzywo zapięty sweterek.  Buzia była spocona, a policzki zaczerwienione.
         - Widzę, że jednak zasługuję na buziaka! - roześmiała się . - No to gdzie jest dziadek?
         - Czy chodzi ci o ten sweter, czy o to, że się jeszcze nie rozebrałam? Bo jeżeli o coś innego, to musisz mi powiedzieć. Ciągle mówisz zagadkami. A ja jeszcze taka mądra nie jestem. Jestem dopiero w trzeciej klasie. -- Julia wydęła usta. --Do tego trzeba być bardzo starą. A dziadek został przed domem z Majką.  Ciągnie ją na sankach. Bo wiesz, Majka ma focha. I dziadek obiecał, że troszkę pobawi się z nią na śniegu. Dziadek uważa, że jak Majkę trochę pociągnie na sankach, to foch jej minie, ale to nic nie da. -  stwierdziła autorytatywnie, cmoknęła babcię w policzek, przybiła żółwika i wypadła z kuchni.
        -- A dlaczego myślisz, że to nic nie da? -- babcia była wyraźnie zaciekawiona nową teorią wnuczki. Uśmiechnęła się do swoich myśli i nasłuchiwała, czy dziewczynka odwiesi kurtkę do szafy.
Ostatnio ciągle o tym zapominała i rzucała ją tam, gdzie właśnie stała. Tym razem było to samo. Cisza w przedpokoju sugerowała, że Julia nie otworzyła szafy .
        -- Jula! Kurtka na swoje miejsce! -- upomniała babcia.
Nie było odzewu.  Odstawiła więc patelnię i poszła do przedpokoju sprawdzić, co dziewczynka robi. Nie zastała tam wnuczki. Julia stała przy oknie dużego pokoju i obserwowała zabawę dziadka z jej młodszą siostrą. W oczach dziewczynki wyraźnie zagościł żal.
        -- Zawsze wszystko co najlepsze dzieje się, jak mnie nie ma. -- powiedziała.
Kurtka smętnie zwisała z jej opuszczonej ręki.
        -- Przecież byłaś z nimi. Mogłaś chwilę zostać i wtedy bawiłabyś się tak samo dobrze, jak Maja.
        -- Dobrze to bawi się tylko dziadek. -- stwierdziła Jula . -- Popatrz na minę Mai. Foch!  Przecież mówiłam, że od zabawy jej nie minie. Ja dobrze znam się na Majce. Poza tym, jak tam byłam to oni wcale dobrze się nie bawili. Zawsze tak jest. Gdy jestem, to nigdy nie jest tak dobrze. Majka ma zawsze najlepiej i jeszcze stroi głupie miny. Mówię ci babciu, jej potrzebne jest tylko puk-puk. --
Jula popatrzyła na swoją kurtkę, zamiatającą podłogę pokoju i poszła ją odwiesić.
       -- Pięknie, że odwiesiłaś kurtkę do szafy. I drugi raz nie musiałam ci o tym przypominać. A teraz  jak możesz, to zdradź mi tajemnicę, dlaczego  Maja ma focha. Jeżeli oczywiście nie przyrzekłaś dochować tajemnicy.--  uśmiechnęła się babcia i pogłaskała Julię po ciepłym policzku.
         -- To znowu nie jest żadna wielka tajemnica. Po prostu Hania miała dziś urodziny i przyniosła do przedszkola cukierki. Poczęstowała nimi wszystkie dzieci. Maja też dostała parę cukierków ale nie zjadła ich , tylko schowała na potem na swoją półkę w szatni. Jak przyszliśmy z dziadkiem po Maję, to ona szybko się ubrała i zapomniała o cukierkach. Przypomniała sobie w połowie drogi. I dziadek odmówił powrotu do przedszkola, bo przecież już tam nikogo nie ma. A ona swoje i swoje. Tupała nogami i poryczała się. Jakby była małym dzidziusiem. Mówię ci, co nam wstydu narobiła! Ale na dziadka to nie działa. Był nieugięty. Ja już nawet chciałam wracać, bo ona tak płakała. A dziadek tylko jej tłumaczył i tłumaczył. Ale ona nie słuchała. Obraziła się. Jakby to dziadek zapomniał jej cukierków. -- tyrada Julii wypowiedziana była prawie jednym tchem.


   


        -- Spróbuj zrozumieć siostrę. Pewnie było jej bardzo przykro, bo miała wielką ochotę na te cukierki, ale nikt nie jest temu winien, że jest zapominalska. Zresztą nie po raz pierwszy. Dobrze dziadek zrobił, że nie wrócił z nią do przedszkola. Drugim razem będzie pamiętała, że  jak się o czymś nie pamięta, to są tego konsekwencje. -- Powiedziała babcia i zaczęła przygotowywać talerze.          -- Bo do wychowania są potrzebne konsekwencje. --  stwierdziła Julia po chwili namysłu.
         -- Oj ty moja niekonsekwentna konsekwencjo! -- zaśmiała się babcia i dodała  -- Pamiętaj o tym, jak  znowu zapomnisz w szkole swojego worka ze strojem sportowym , a będziesz chciała iść do klubu na zajęcia sportowe. Tak jak w zeszłym tygodniu! I będziesz musiała zostać w domu! A teraz wołaj Maję i dziadka, bo za chwilę leję zupę. A później obydwie możecie dostać po owsianym ciasteczku, tylko musicie zrobić puk-puk i odpowiedzieć na trzy pytania. I to każda z was.--

        Po obiedzie obydwie dziewczynki grzecznie odniosły talerze i stanęły pod barkiem z łakociami.  Od paru lat dziadek prowadził ceremonię "puk-puk".
        -- Puk, puk!  Zaczęła Majka i stuknęła w barek trzy razy.
        -- Kto tam -- odezwał się dziadek.
        -- To ja Maja!
        -- Maja z brzuchem, czy bez brzucha? -- kontynuował dziadek.
        -- Z głodnym brzuchem .
        -- Małym, czy dużym?
        -- Ogromnym. Brzuch jest głodny na słodkie. -- Maja wypięła swój mały brzuszek, aby pokazać jaki jest głodny.
        -- No to Maja, właścicielka tego brzuszka musi zapracować na słodkie. Pytanie pierwsze;   
 gdzie  mieszkasz ?  Pytanie drugie, jaka rzeka płynie przez twoje miasto? Pytanie trzecie, jaka jest flaga Polski ?   
         -- Jestem dziewczynką... -- rozpoczęła Maja.
 Zabawa trwała do chwili, gdy wszystkie odpowiedzi  Mai i Julii były poprawne, a obydwie dziewczynki dostały po ciasteczku i paru sztukach kolorowych żelek.
Julia miała rację. Foch Mai minął bezpowrotnie.

       
        

wtorek, 10 stycznia 2017

Górka z babcinego dzieciństwa


        - Idziemy na górkę! - zawołał Dziadek, wnosząc do domu czerwone plastykowe sanki. Kolorem przypominały bardziej wóz strażacki, niż pojazd, na którym Julia i Maja mogłyby gnać w dół.
- Dziadku, co to za sanki! Sanki muszą mieć szczebelki, płozy i przede wszystkim powinny  być drewniane. Ja tam wolę moje stare sanki. Poproszę tatusia, aby odszukał je w garażu. - kręciła nosem Jula, krytycznie patrząc na czerwone coś, co dziadek trzymał w ręce. Przypominało wielką foremkę do stawiania babek w piasku.
Od paru dni za oknem panowała prawdziwa zima . Nasypało śniegu. Pod oknami domów stanęły bałwany z kapeluszami z kolorowych, plastykowych wiaderek, marchewkowymi nosami i oczami z kamyków albo węgielków. Niektóre miały ręce z patyków. Na ulicach pokazały się  dzieci w kolorowych kurteczkach i kombinezonach, wiezione przez dorosłych na saneczkach. Nastał sezon na sanki.
- Dla mnie są cudne czerwieniutkie saneczki! Jak pomidorek!  Chodź Dziadziusiu ze mną. Pozjeżdżamy z górki. Tylko musisz mnie ciągnąć po chodniku aż na samą górkę. - przymilała się Maja, głaszcząc kolorowy plastyk sanek.
- Babciu, ona jest strasznie dziecinna. Pewnie chętnie zrobiłaby parę babek z piasku. Ona nie potrafi porządnie zjeżdżać z górki. - skrytykowała siostrę Jula i zapytała -- Dziadku, a z jakiej górki będziemy zjeżdżały?
Maja wydęła wargi i obrażona odeszła do dziecięcego pokoju.
-- Z naszej starej górki Winetki. Pamiętasz Bogdusiu, jak w naszym dzieciństwie zjeżdżało się z górki Winetki? Szaleństwo. A zimy to wtedy też były białe i mroźne. -  odpowiedział dziadek i uśmiechnął się do babci.
-- Z górki przychodziło się z zamarzniętymi stopami, mokrymi wełnianymi rękawiczkami, z których zwisały wielkie sople zamarzniętego śniegu. Spodnie były mokre, czasem śnieg był aż pod płaszczem. Bo wtedy na zimę miałem płaszcz. Zresztą wszystkie dzieci tak chodziły ubrane.
- A ja też przychodziłam do domu mokra i zmarznięta. Rękawiczki miałam mokre, spodnie mokre, włosy pod wełnianą czapką mokre. Nie czułam palców u nóg, tak je miałam zmrożone. Wtedy moja babcia brała wielką emaliowaną miskę. Lała do niej zimnej wody i kazała zdejmować spodnie, skarpety i pończochy. Moje bose zmarznięte, czerwone stopy stały obok miski na drewnianej podłodze kuchni. Najpierw do miski wkładałam dłonie, które wyglądały nie lepiej niż stopy. Och, jaka wydawała mi się gorąca woda w misce. Po chwili wchodziłam do miski stopami.  Przez parę minut ocieplałam w zimnej wodzie stopy, a później babcia wycierała mi stopy i dłonie szorstkim ręcznikiem, aby pobudzić krążenie krwi. Nigdy nie pozwalała zanurzać dłoni i stóp w gorącej wodzie. Mówiła, że mogą się uszkodzić.--  zamyśliła się babcia Bogdusia.
-- Babciu, to takie dziwne, kiedy opowiadasz o swojej babci. Nie wyobrażam sobie ciebie jako małej dziewczynki, która zjeżdża z górki.-- Jula popatrzyła na babcię bardzo uważnie. - A włosy miałaś długie, czy krótkie? -- zapytała.
-- Jak byłam młodsza od Maji, to miałam krótkie włosy. Mama zawsze sama ścinała mi włosy. Nie lubiłam tego. Uważałam, że  mam za krótką grzywkę, bo mama ścinała mi ją w połowie czoła. Tata mój, a wasz pradziadek śmiał się, że mama obcina mnie do garnka. Mówił, że kiedyś zakładano na głowę garnek i ścinano wszystkie włosy, które wychodziły poza jego brzeg. Moja mama tego nie robiła, ale moja fryzura pasowała do tego opisu. Dopiero, gdy poszłam do szkoły mama zapuściła mi włosy. Już w drugiej klasie miałam włosy do ramion. Byłam wtedy w twoim wieku Juleczko. I bardzo lubiłam zimę. Wtedy na ulicy leżał zamrożony śnieg. Rzadko kiedy jeździły samochody. Najczęściej w zimie pod oknem naszego domu widać było  wozy zaprzężone w konie. Woziły ze stacji  węgiel na skład opałowy.  Wszystkie dzieci, które umiały jeździć na łyżwach, właśnie tam próbowały swoich sił łyżwiarzy.  Jedne jeździły przy chodniku, a bardziej odważne łapały się wozów. Woźnicy nie lubili tego. Teraz wiem dlaczego. To było bardzo niebezpieczne. Niejeden łyżwiarz cudem uniknął upadku pod koła wozu. Bardziej krewcy woźnicy do odganiania się od dzieci używali bata.
Oczy Julii zrobiły się duże i okrągłe ze zdziwienia.
-- To oni mogli bić dzieci? To miałaś strasznie smutne dzieciństwo.-- stwierdziła -- To dobrze, że teraz są te prawa dziecka. Ale wy nie byliście bardzo mądrzy.  To chyba była  średniowieczna epoka. Wtedy dzieci nie chodziły do szkoły i nic nie umiały. Przecież teraz każde dziecko wie, że na jezdni jeżdżą auta, a dla ludzi są chodniki .
-- Ale ty jesteś niewyuczona, chociaż chodzisz do szkoły. Ja chodzę do przedszkola i wiem, że jezdnia jest też dla ludzi. Tylko muszą być na niej pasy, no bo jak przeszłabyś na drugą stronę? A jak przy pasach są kolorowe światła, to jeszcze lepiej. Ja wiem, że można przechodzić przez jezdnię jak zapalone jest zielone światło. Wszystkie moje koleżanki to wiedzą, nawet mały Piotruś. -- Maja zdążyła zapomnieć o tym, że jest na wszystkich obrażona i pojawiła się w przedpokoju w czapce i szaliku.
-- To chodźcie już na tę babciną górkę.
-- Ciepło ubierzcie się. Najlepiej w kombinezony narciarskie . Obowiązkowo czapki, szaliki, rękawiczki. Chciałam ci tylko Juleczko powiedzieć, że jak byłam dzieckiem, też wydawało mi się, że czas, w którym moja babcia była dzieckiem był strasznie dawno. Też miałam przekonanie, że dzieci wtedy bardzo mało wiedziały. Ale daleko nam wszystkim było do średniowiecza. Widzisz, górka ta sama, podobne masz sanki, a do domu przyjdziecie z takimi samymi rumieńcami , zmęczone i zadowolone. I tak jak moja babcia pomogę wam się przebrać w suche rzeczy i przytulę cię mocno, jak mnie przytulała moja babcia. A jak zamarzną ci dłonie i stopy, to tez najpierw wsadzę ci je do zimnej wody, aby powoli doszły do siebie. A teraz pożyczam ci naszą górkę Winetkę, abyście się dobrze bawiły.


środa, 4 stycznia 2017

Szczekająca ziemia




 - Babciu, a kiedy przyjdą święta ?  - zapytała Julia .
Babcia była bardzo zajęta. Dochodziła pora obiadu. Jednak z ciekawością spojrzała w stronę wejściowych drzwi, skąd dochodził głos wnuczki.
- Juleczko, czy to twój głos? - zapytała, ale nadal kroiła jarzyny. - Głos podobny do mojej wnuczki, ale myślę, że Jula wie o tym, że nie krzyczy się od drzwi, tylko rozbiera buciki i wchodzi do kuchni, aby babcię o coś zapytać. Kim więc jesteś osobo z przedpokoju? - dodała.
- Oj Babciu! Ty zawsze wszystko zagmatwasz. To jestem ja, Jula, tylko troszeczkę zapomniałam, że
do nikogo się nie krzyczy, ale jak się ma tyle spraw na głowie, to można chyba troszkę zapomnieć? - Julia już była w kuchni i zerkała na dłonie babci przygotowujące marchewkę. Pociągnęła nosem.
-A co tu tak smacznie pachnie? Jestem głodna, jak lew. - powiedziała.
- To jest argument nie do zbicia. Tylko, że nawet jak jest tyle na głowie, to o regułach grzecznościowych powinno się pamiętać. Co by to było, gdyby ludzie w nawale spraw zapominali o grzeczności wobec drugiego człowieka. Wiesz, co by się to działo? Ludzie na przykład przestaliby siebie zauważać. Nie uśmiechaliby się do siebie. Zrobiłoby się nieprzyjemnie, smutno. Nikt by nie mówił dzień dobry, dobranoc. Mamusia nie całowałaby ciebie na dobranoc. Nikt nie składałby tobie życzeń  urodzinowych. Ludzie staliby się nieprzyjemni. Pytałaś mnie o święta, to wyobraź sobie takie święta, kiedy nie byłoby życzeń przy wigilijnym stole, białego opłatka , uśmiechów, życzliwości, prezentów. Przecież prezenty to też wyraz życzliwości , uprzejmości i chęci zrobienia komuś przyjemności. To dobroć ludzi. Chęć podzielenia się. Grzeczność też jest tym samym. Dzielimy się z innymi tym, co mamy w sobie dobrego. Uprzejmością, życzliwością, radością ze spotkania.
- Już wiem, dlaczego powinnam być wobec innych grzeczna. Ale powiedz mi, dlaczego wołanie od drzwi jest niegrzeczne? Przecież nie byłam nieuprzejma, tylko głośno mówiłam.- oburzyła się Julia.
- A jak myślisz, czy ja dokładnie ciebie słyszałam? Ja wiem, że jestem dużo starsza, ale mam dobry słuch. Jakbym nie wiedziała , że bardzo mnie kochasz, to pomyślałabym sobie, że uważasz, że jestem bardzo stara i bardzo głucha. I mogłabym wziąć to za złośliwość. Poza tym połowa mieszkańców naszej ulicy niekoniecznie musi wiedzieć o czym rozmawiamy. Nie każdego interesują sprawy innych ludzi.Całe szczęście, że teraz każdy biega za zakupami na święta. Bo jakby to był inny okres, to cała ulica usłyszałaby twoje pytanie. I każdy krzyknąłby odpowiedź. I rozszczekałyby się wszystkie psy, bo pomyślałyby sobie, że coś złego się dzieje, skoro właściciele krzyczą, a wtedy zrobiłby się straszny hałas. I zaczęłyby szczekać psy na innych ulicach! - zaśmiała się babcia.
-- I rozszczekałoby się całe miasto. I tak by szczekały i szczekały, aż psy w  innych miastach też by się rozszczekały. Potem szczekałaby cała Polska, później cały świat. - kontynuowała Julia.-
I mielibyśmy szczekającą kulę  ziemską.
- I oto właśnie cała moja wnuczka. Wszystko zaczęło się od pytania o święta, a skończyło na szczekającej  kuli ziemskiej. Kocham ciebie moja iskierko. A teraz umyj rączki i chodź do stołu. Musisz przestać być głodnym lwem. Lew najedzony ma dużo siły i pomoże babci w przygotowaniu świątecznych pierniczków.
-- A więc po to jest grzeczność, abym mogła z babcią przygotować górę pierników i poczęstować nimi Maję oraz wszystkich świątecznych gości. Czy to jest właśnie życzliwość wobec innych?